Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zespol parlamentrany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zespol parlamentrany. Pokaż wszystkie posty

20.02.2012

Smoleński FMS? Amerykanie nie robili żadnych ekspertyz!


Czy trzeba być aż matematykiem albo fizykiem, aby pojąć, że wychodząc z fałszywych danych nie można dojść do prawdziwego wyniku? Czy gospodyni domowa by upiec ciasto, doda do maki zepsute jajko? Czy kierowca, aby dojechac do celu, wleje do baku samochodu trefne paliwo?No, ale "amerykański fizyk" potrafi. 

W rozmowie Piotra Falkowskiego z  dr Kazimierzem Nowaczykiem w dzisiejszym wydaniu "ND" bez zaskoczenia przeczytałam po raz kolejny stwierdzenie pana Nowaczyka, że: "
"podjąłem pierwszą próbę naukowej analizy, przyjmując jako punkt wyjścia dane odczytane przez ekspertów firmy Universal Avionics, producenta urządzeń TAWS (system wczesnego ostrzegania przed zderzeniem z ziemią) i FMS (komputerowy system sterowania lotem). "

Niestety, pan Nowaczyk  od kilkunastu miesięcy wprowadza w błąd opinię publiczną utrzymując, że eksperci w Redmond/USA odczytywali jakiekolwiek dane z dostarczonego im przez rosyjski MAK komputera pokładowego TAWS,  który miał rzekomo należeć do wyposażenia Tu154 M-101nr seryjny 90A837, jaki rzekomo rozbił się na lotnisku Sewernym. Pisałam już o tym tutaj:
 
oraz otrzymałam na to list od p. Antoniego Macierewicza, który przyznał mi rację (link niżej)

Tymczasem, ujmując to najkrócej w punktach, fakty są następujące: 
  1. Amerykańska NTSB (National Transportation Safety Board) nie wykonywała żadnych badań, bo nie ma takiego prawa.Badania wykonywał MAK,wszystkie od A do Z.
  2. MAK zwrócił się o pomoc prawną do strony konwencji ICAO (International Civil Aviation Organization)- NTSB w badaniu skrzynki FMS i TAWS wyprodukowanej przez firmę amerykańską, czyli z jurysdykcji NTSB 
  3. NTSB w ramach pomocy przekazał materiały do Redmond, a otrzymane wyniki przekazał do MAK. Fachowcy w Redmond odczytali zamówione wybrane dane i zwizualizowali je na papierze. Nic ponadto. Nie wypowiadali się na tematy wiarygodności lub integralności tych danych, bo nie byli o to pytani.
  4. MAK na mocy konwencji ICAO przekazał swój raport ze śledztwaz odczytami z Redmond do publikacji w NTSB.
  5. NTSB opublikowała raport MAK z zaznaczeniem autorstwa MAK. (Notabene: Widnieje tam do dziś godzina zdarzenia 8.56!)
  6. NTSB i w ogóle Amerykanie nie mogli i nie wykonali niczego w tej sprawie, poza rolą skrzynki pocztowej, zatem nie mogli nic z własnej inicjatywy badać,ogłaszać, publikować, ponad to, co zostało zlecone przez Rosjan. Nie są oni bowiem prawnie zainteresowaną stroną w tej sprawie. Wszystko, co mogli, to spełnić czyjeś prośby na mocy umówmiędzynarodowych.
  7.  Redmond  wykonało zlecone przez NTSB odczytanie danych ze skrzynek otrzymanych z Moskwy w zakresie wskazanym przez Moskwę. Nie musieli wykonać tego na zlecenie MAK wprost, natomiast a na polecenie NTSBmusieli wykonać to,o co poproszono i w ścisłym zakresie tylko to, o co poproszono (patrz link- klik).Taki mówi konwencja o współpracy. 

Czyli powtórzmy jeszcze raz: 
NTSB poleca odczytać skrzynki i dokonać ich zapisu na osi czasu z wizualizacją w postaci wykresu i zrzutem danych w np. .xls (Excel) I to Redmond wykonuje. Nic ponadto.Nie może wyrażać opinii o prawidłowości danych, albo o stanie skrzynki, jeśli nie jest o to proszona. MAK mógł wysłać rozbebeszone pudełko z podmienionymi częściami i poprosić o odczyt. Redmond wykonuje. I koniec! Choć byłoby nawet oczywiste, że to fałszerstwo, nie mogą nic o tym mówić, bo o to nie pyta urząd NTSB. To jest jasne jak słońce dla każdego, kto jest obeznany z procedurami administracyjnymi dobrze funkcjonujących organizacji.
Według prawa międzynarodowego stronami do tego zdarzenia są rządy PL i RU, które na mocy umowy Tuska z Putinem przekazały do badania MAK okolicznosci katastrofy. To umocowanie jest jasno przez MAK wykazane i opublikowane na stronie NTSB - proszę sprawdzić.  Stronami są rządy PL i RU. Zresztą to oczywiste, bo mówi o tym prawo międzynarodowe, prawo lotnicze, konwencja chicagowska i konwencja ICAO. Wszystkie zgodnie stwierdzają, że samoloty państwowe (state aviation) należą do wyłącznej kompetencji właściwych rządów - właściciela samolotu i terenu zdarzenia.Jeślina przykład włoski samolot rozbije się w Boliwii -są to rządy Włoch i Boliwii, jeśli francuski boeing na międzynarodowym Atlantyku - wyłącznie rząd Francji.

Podsumowując: NTSB i Redmond tak naprawdę niczego nie badały, tylko w Redmond odczytano to, co im Moskwa przysłała. I tylko tyle, bo tyle im kazano, ani linijki więcej (choć mieli na to ochotę powiadamiając o duzej ilości danych- cyt.:“Duża ilość surowych danych. Możemy przedstawić inne parametry w postaci czytelnej, jesli będzie potrzebne w śledztwie“),a z własnej inicjatywy nic robić nie mogą. Oczywiście, bez wątpienia wiedzą o wszystkim, co się wydarzyło, ale wiedza jest rzeczą zbyt cenną, by się nią niepotrzebnie chwalić.Ergo- pan Nowaczyk analizował dane rosyjskie z komputera, który WEDŁUG Rosjan należał do rozbitego w dn.Tu154M-101. Niestety, nie mamy do dziś dowodu na żadne z twierdzeń Rosjan. Także na to, że złom na lotnisku Sewerny faktycznie należy do naszego Tu154M. Tym samym szermowanie jakimikolwiek "odczytami" danych wprowadzonych przez Rosjan do komputera TAWS jest nie tylko buńczuczną żenadą, ale i czystą, podręcznikową dezinformacją. Przyznał mi co do tego rację także przewodniczący Zespołu Parlamentarnego, poseł Antoni Macierewicz pisząc (list opublikował na portalu "Wpolityce.pl") już w drugim zdaniu:„przeczytałem Pani wpis z 5 01 '12 dotyczący odczytu systemu TAWS oraz FMS.W pełni zgadzam się z tą rekonstrukcją wydarzeń dotyczących odczytu, jaką pani przedstawiła.“
 Powtórzmy jeszcze raz: wszystkie informacje o Smoleńsku w amerykańskiej NTSB pochodzą od MAK (i jest to w raporcie czytelnie zaznaczone). Dlatego wielomiesięczna akcja propagandowa pana Nowaczyka i pana Antoniego Macierewicza wokół "badań amerykańskich" jest dezinformacją w czystej postaci. Dezinformacje  te powtórzone zostały przez  obu panów podczas ich ostatniego tournee po Kanadzie już po mojej publikacji i publicznym przyznaniu mi racji przez przewodniczącego Zespołu Parlamentarnego. Przykro  mi to stwierdzić, tym bardziej, że cel tych dezinformacji pozostaje dla mnie zakryty.  Zależy mi jednak na tym, aby ceniony przez mnie "ND", który z pomocą m.in. red. Falkowskiego tak wiele zrobił dla ustalenia wielu faktów dotyczących tej tragedii narodowej powstrzymał się od powtarzania dezinformacji i aby sam red. Falkowski zrozumiał, na czym ta dezinformacja polega.
Perfekcyjna dezinformacja polega na tym, że ubrana jest w prawdziwą otoczkę, dlatego nie mam zastrzeń do innych treści podanych w wywiadzie. Jednak sprawa "amerykańskich ekspertów", którzy coś niby mieli zrobić, jest jądrem tego wywiadu i na tym jądrze bazuje od miesięcy Zespół Parlamentarny.  W Polsce pokutuje mit "amerykańskości" czyli "lepszości" i jest on tutaj bezceremonialnie wykorzystywany.
Na koniec jeszcze raz: ani pan dr. Nowaczyk, ani amerykański  NTSB nie zrobił nic w sprawie przybliżenia nas do Prawdy, co więcej - nic zrobić nie może, a gen. Anodina to sprawnie wykorzystała. Pomimo „świetnej współpracy“ z Rosjanami i "amerykańskimi ekspertami" nadal nawet nie wiemy, o której godzinie wydarzyła się "katastrofa",  ani -dlaczego, ani- gdzie. Ani tym bardziej- czy w ogóle. Nie mamy dotąd żadnych dowodów.  Nasze jedyne dowody znajdują się w zalutowanych trumnach pod ziemią i w tym wypadku Zespół Parlamentarny nigdy nie wspomniał publicznie ustami swego przewodniczącego o konieczności dokonania ekshumacji w celu ustalenia jak, kiedy i gdzie zginęli. W ten sposob "katastrofa na Sewernym" blisko dwa lata później pozostaje nadal faktem medialnym z prawdziwymi ofiarami. 
 Ze strony NTSB:
ev_id=20100429X00503&ntsbno=ENG10RA025&akey=1%20ENG10RA025
 _
dodatkowo:

 Linki do dlugo oczekiwanej, naprawde znakomitej ksiazki Free Your Mind opisujacej obywatelskie sledztwo smoelnskie
(to pierwsza czesc, 166 stron, niebawem za kilka-kilkanascie godzin bedzie druga)
a tutaj  





Powtórka-Wiśniewski przekonał Macierewicza. Ekshumacje?


Napisałam poniższy felieton przed rokiem, 26 lutego, dziś ponawiam, bo niewiele stracił on na aktualności, chociaż, jak się okazało, Antoni Macierewicz do niczego nie dał się przekonać z wyjątkiem oficjalnej, polsko-ruskiej dezy (czyli dezinformacji o wypadku na Sewernym). Tyle straconego czasu...Czy nie o to chodziło?

______________________

Siedząc przed komputerem wieleset kilometrów od Warszawy patrzę na ich twarze i serce mi drętwieje. Mimo dziesięciu miesięcy wciąż leżą na nich Cień Bólu i Cień Prawdy. To widać nawet na moim małym ekranie, że te twarze Wiedzą. Tak, one wiedzą, nawet, jeśli któraś głowa jeszcze się przed tym broni. Serca są bowiem mądrzejsze, niż głowy. 



Słyszę ich spokojne, stonowane głosy. Chcą być racjonalni. Ale przecież to jest gwałt na duszy, żeby w tak potwornie nieracjonalnej sytuacji zdobywać się na racjonalność.
Mgła? Była? Gęsta? Nic nie było widać? Kamera? Dlaczego akurat w tym momencie wyłączona? Karetki niepotrzebne? Wszyscy zginęli?
Objaśnienia i usprawiedliwienia tego małego człowieczka zaplątanego nagle w sznur Wielkiej Historii, montażysty, który nagle ma być Wielkim Reżyserem brzmią jak smutna farsa. Bo każda farsa jest smutna. Jak każde kłamstwo, które zakłada, że okłamywany jest o wiele głupszy od kłamcy. I właśnie to jest upokarzające. Bo okłamywany nie jest głupszy. A że niektórzy ludzie chcą być okłamywani? Niektórzy. Tylko niektórzy. Ale nie oni.

Patrzę na ekranie mojego komputera na te twarze. Niektóre są wciąż otępiałe z bólu. Nie chcą, nie mogą już niczego rozumieć, bo to wszystko jest nie do pojęcia.
Nawet Antoni Macierewicz, zazwyczaj niezwykle powściągliwy w wyciąganiu wniosków z oczywistych faktów tym razem nie może ukryć zdumienia i zaniepokojenia opowieścią montażysty Sławomira Wiśniewskiego. Wygląda na to, że tamten mimo woli go przekonał.

A więc wiemy już, że TAM nie zginęli. Nie wiemy, gdzie zginęli i nie wiemy, JAK zginęli.
O to JAK pytała córka ś.p. Janusza Kochanowskiego w Brukseli. Pytała premiera także żona pana Kochanowskiego, czy ma prawo wiedzieć, JAK zginął jej mąż? Premier nie przyznał jej prawa do odpowiedzi na to jej JAK. Premier się oburzył. Ach, jak wygodnie! Można się oburzyć i sprawa załatwiona. Jak śmiała pytać!

Otóż według PRAW LUDZKICH, PRAW MORALNYCH, PRAW CHRZESCIJANSKICH, PRAW MUZULMANSKICH, PRAW ZYDOWSKICH – słowem WSZELKICH PRAW pani Kochanowska MA PRAWO wiedzieć, JAK zginął jej mąż. Pani Gosiewska także. I pani Kurtyka i rodzina Wassermanów, rodzice Justyny Moniuszko, rodzice kapitana Protasiuka i pan Melak ma prawo wiedzieć, jak zginął jego brat. I ani premier Tusk, ani prokurator Seremet nie mogą w tym względzie ustanawiać nowych praw! Ponad prawa ludzkie?! Ponad prawa moralne, ponad prawa chrześcijańskie?! Ci ludzie nie posiadają takich pełnomocnictw!

My, którzy jeszcze żyjemy, mamy prawo i obowiązek dowieść i powiedzieć światu, jak zginęła 10 kwietnia elita naszego narodu. Mamy święty obowiązek ustalić i ogłosić PRAWDE!
Dlatego konieczne są ekshumacje, aby badania patomorfologiczne odpowiedziały na palące pytania- JAK i GDZIE zginęła delegacja naszego narodu z Prezydentem Lechem Kaczyńskim.
Nie wolno zwlekać! Trzeba z największym pietyzmem ustalić, czy w trumnach znajdują się doczesne resztki naszych najbliższych? Co, jaka siła, jaka chemia, jaka zbrodnia zmiotła ich z tego świata? Należy wziąć próbki, a resztę zwrócić jak najszybciej Ziemi.

Do tego celu służy wiele urządzeń i trzeba wielkich umiejętności. Czy umiejętności te zapewnią nam polscy patomorfolodzy, czy też lepiej, aby badania zlecić za granicą – to sprawa osobnej decyzji, która musi być podjęta wspólnie przez prokuraturę i Rodziny Ofiar. Przede wszystkim jednak konieczna jest determinacja krewnych Smoleńskich Ofiar. Tylko ich żądanie ekshumacji może zmusić Prokuraturę, która – jak łatwo zauważyć - wykonuje niestety chyba jedynie rosyjskie polecenia, do jednorazowego aktu sprawiedliwości na rzecz naszej, polskiej racji stanu.
Smoleńskie groby chcą i muszą przemówić!




13.01.2012

Antoni Macierewicz potwierdza: nie było amerykańskich ekspertyz


Serdecznie dziękuję za list, otrzymany od pana Antoniego Macierewicza, w reakcji na mój artykuł o "amerykańskich ekspertyzach" (patrz porzedni wpis)

Po moim artykule na temat przekłamań w rzekomej amerykańskiej „ekspertyzie” zapisów z komputera pokładowego samolotu typ Tu154M nr seryjny 90A837, oraz zapisu skrzynki TAWS, którymi szczycił się dotąd Zespół Parlamentarny, otrzymałam list od jego Przewodniczącego, pana posła Antoniego Macierewicza. Pan poseł stwierdza już w drugim zdaniu:„przeczytałem Pani wpis z 5 01 '12 dotyczący odczytu systemu TAWS oraz FMS.W pełni zgadzam się z tą rekonstrukcją wydarzeń dotyczących odczytu, jaką pani przedstawiła.“
Ponad to afirmujące oświadczenie, ucieszyło mnie także uznanie prymatu faktów w następującym stwierdzeniu pana Antoniego Macierewicza :„…nie znaczy to, że zapisy TAWS i FMS nie były w różnorodny sposób fałszowane“ Przypomnijmy, że zapisy te zostały uznane za najważniejszy dowód katastrofy na smoleńskim Siewiernym, i przedstawiane były opinii publicznej przez Przewodniczącego Zespołu Parlamentarnego jako… wynik badan amerykańskich ekspertów.
Tymczasem, jak pięć dni temu wyraźnie napisałam w moim artykule:
Amerykańska NTSB (National Transportation Safety Board) nie wykonywała żadnych badań, bo nie ma do tego prawa. Badania wykonywał rosyjski MAK, wszystkie od A do Z.
Powtórzmy jeszcze raz: wszystkie informacje o rzekomych wstrząsach nad smoleńska ziemią znajdujące się obecnie u amerykańskiej NTSB pochodzą od MAK (i jest ten fakt w dokumentach NTSB czytelnie zaznaczony). Dotyczy to w szczególności godziny zdarzenia 6.56 UTC domniemanej katastrofy. Jako że zapisy te mogły być, i zapewne zostały sfałszowane, ich wartość dowodowa równa się zeru.
Przewodniczący Zespołu Parlamentarnego poseł Antoni Macierewicz przyznaje w liście dalej że „…'maskirowka' w sposób oczywisty odgrywała w tej operacji kluczową rolę. Nie mam co do tego wątpliwości…“ Zatem i w tej kwestii zgadzamy się choć—nie wiedzieć na jakiej podstawie—pan Przewodniczący chce jednocześnie wierzyć, że te ok. 30 ton mniej lub bardziej zardzewiałego złomu wywiezionego z polanki na wschodnim końcu lotniska Sewernyj, i zrzucone na południowym skraju tego samego lotniska, mogło kiedykolwiek należeć w części lub w całości do naszej 80-tonowej, odnowionej, błyszczącej świeżym lakierem tutki, zaś ponad 12 ton paliwa ulotniło się bez pozostawienia śladu.
Na szczęście, Zespół Parlamentarny działa i—jak zaznacza w swoim liście jego przewodniczący—ma jeszcze wiele zagadek do wyjaśnienia.Postrzega się przy tym jako obiekt ataków wrażych sił. Cieszy, że uzasadnione obawy o negowanie niepodważalnych faktów zostały przez Pana Przewodniczącego rozwiane. Tym bardziej więc należałoby zwracać baczną uwagę na czystość metodologiczną, a w szczególności weryfikowalność przy publicznym przedstawianiu koncepcji przez Zespół.
Pan Antoni Macierewicz pisze do mnie w liście na końcu tak: "Proszę więc o uczciwą dyskusję i rozważenie moich argumentów"
Ponieważ—jak nauczał Św. Tomasz z Akwinu—Prawda jest jedna, integralna, całkowita i niepodzielna , oraz ma tę właściwość, że zawsze wychodzi na światło dzienne, to nie wątpię ani przez chwilę, że tak będzie i tym razem. Prawda nie podlega dyskusji. Prawda o losie naszej Delegacji w dniu 10 kwietnia wyjdzie na wierzch. Nawet, kiedy dziś, mimo upływu 21 miesięcy, nadal nie wiemy o której godzinie wydarzyła się katastrofa. Ani - dlaczego. Ani też gdzie. Ani tym bardziej — czy w ogóle.
Wygląda na to, że nie dowiemy się tego od naszych prokuratur. Zawodzą one—jak widać—na całej linii. Tym większa jest rola Zespołu Parlamentarnego, który moim zdaniem nie tylko powinien stale walczyć o status Komisji Sejmowej, ale i niezależnie od od tego powinien niezwłocznie zabrać się do wysłuchiwania ważnych świadków wydarzeń sprzed 21 miesięcy, zamiast polegać na „amerykańskich ekspertyzach”. Nie można bowiem zgodzić się na to, aby ta bezprecedensowa w historii naszego kraju tragedia została przykryta patyną kurzu i stertą bezwartościowych ekspertyz.

Polacy na to nie pozwolą. Jeżeli zawiodą oficjalne drogi, to nie zawiedzie śledztwo obywatelskie. Czas na podsumowanie wyników.


24.05.2011

Antoni Macierewicz o Smoleńsku w Berlinie

Nareszcie – chciałoby się powiedzieć. Nareszcie Polacy w Berlinie skutecznie przez całe lata pozbawiani jakiegokolwiek kontaktu z politykami dużego formatu (z wyjątkiem krótkiej wizyty Prezydenta Kaczyńskiego na Uniwersytecie Humboldta 5 lat temu) mogli całe długie niedzielne popołudnie spędzić z legendą polskiej prawicy, jaką bez wątpienia jest Antoni Macierewicz. A była to twarda próba.




Wszyscy mieli za sobą już ponad dwie godziny spotkania z Mariuszem Pilisem, twórcą filmu „List z Polski”. Kameralna sala kina „Filmbühne“ była przepełniona , a nawet- jak to widać na zdjęciach, które wczoraj zamieściłam (patrz tutaj), wiele osób wytrwale stało.


Minister Macierewicz przybył na zaproszenie berlińskiego Klubu Gazety Polskiej i dzięki długim staraniom adwokata Stefana Hambury, przede wszystkim po to, aby opowiedzieć o dotychczasowych ustaleniach Zespołu Parlamentarnego ds. Katastrofy Smoleńskiej, którego prace koordynuje. I chociaż na całość wniosków po blisko 10 miesiącach pracy Zespołu trzeba jeszcze poczekać (końcowy raport zostanie przedstawiony po ogłoszeniu ciągle przesuwanego raportu tzw. Komisji Millera), to było to spotkanie dla wszystkich stron bardzo owocne.
Minister Antoni Macierewicz – tu zgodzą się wszyscy- jest człowiekiem o wielkiej, autentycznej charyzmie, dlatego jest zawsze słuchany uważnie i jego słowa zapadają głęboko w serce. Czasem jednak słowa te z serca odbywają drogę do mózgu słuchającego i jego większy, mniejszy lub całkiem tyci rozsądek  cichutko dokonuje analizy logicznej wypowiedzianych tez.

Tak było – przynajmniej w moim przypadku – i tym razem. Przede wszystkim z tego względu, że przedstawiane przez min. Macierewicza i popularyzowane przez Gazetę Polską (m.in.film „Mgła”) okoliczności „katastrofy” z grubsza nakładają się na oficjalny Raport MAK i raport płk. Grochowskiego, z-cy min.Millera z 18 grudnia 2010 r.
Według ustaleń Zespołu Parlamentarnego katastrofa rządowego Tu154M miała miejsce 15 metrów nad ziemią 10 kwietnia o godz. 10:41' 5”. O tej bowiem godzinie stanął komputer pokładowy ze „znikniętego” cztery godziny później kokpitu i uprzejmie jakiś czas potem przekazany do zbadania amerykańskiemu producentowi przez Rosjan.
Ta katastrofa o nieznanej etiologii, której nikt nie widział i nie słyszał, spowodowała zniknięcie 60% masy 80-tonowego żelaznego cielska samolotu, zniknięcie podłogi, foteli, wszelkiego typowego ustrojstwa i urządzeń pokładowych. Trzynaście ton paliwa samolotowego wyparowało bezwonnie i bezgłośnie (18 ton paliwa miał w bakach samolot przed wylotem, 5 ton powinien zużyć na lot do Smoleńska ) w tej samej sekundzie. Co gorsza, wyparowała większość osób. „Wsie pogibli” - stwierdzili oficerowie Specnazu. Jakakolwiek akcja ratunkowa była tym  samym zbyteczna, co min. Macierewicz ma za złe Rosjanom. Niewyparowane ciała niektórych ofiar znajdowały się w zdumiewająco rśżnym stanie- jede były zwęglone, inne nagie, za to z porywanymi kończynami, inne wyglądały, jakby spały, ale za to były ubłocone. Nie wiadomo jednak, w jaki sposób zginęły i zupełnie nie rozumiem, dlaczego tej wiedzy dzięki ekshumacji nie domaga się Zespół Parlamentarny. Dlaczego „katastrofa” miała taki zastanawiający i nietypowy dla katastrof przebieg- tego zespół jeszcze nie wie. Jak na ironię ostała się tylko nietknięta flaga polska z prezydenckiej salonki oraz czerwony żakiet na krzaku. Obie rzeczy – niezwęglone, niewyparowane, nieubłocone.
Trudno pojąć, dlaczego obszar zainteresowania Zespołu ogranicza się jedynie do ostatnich 10 kilometrów lotu.   Niezrozumiałe, dlaczego z obszaru zainteresowania wykluczono punkt wyjścia, czyli lotnisko (właśnie-Okęcie czy Bemowo?) oraz dlaczego nie bada się trajektorii lotu, która przecież radiolokacyjnie obowiązkowo MUSI być udokumentowana. 
Niestety, ani dla mnie, a tym bardziej dla wielkiej grupy osób rozrzuconych po świecie, która od roku zajmuje się tym tragicznym momentem polskiej Historii badając detalicznie wszelkie okoliczności, daty, fakty, dokumenty etc. nie znalazł się w narracji Zespołu min. Macierewicza ani jeden dowód na to, że na płycie lotniska  Sewernyj 10 kwietnia 2010 r. (o której godzinie dokładnie nie wiadomo) zginęło 96 wybitnych Polaków. Bo oparcie całego przewodu dowodowego na fakcie, że o godz.10:41'05” zatrzymał się pokładowy komputer, bo tak stwierdził jego producent z Redmonton/USA sprowadza się do manipulowalnej informacji, że o tej to godzinie przerwany został zapis danych do pamięci FMS (Flight Management System). Tyle i NIC WIECEJ. Amerykanie po prostu dostali od Rosji JAKIES DANE. Niczego to nie dowodzi w kwestii czasu domniemanej katastrofy. 
Kiedy minister Macierewicz w przejmujący sposób odmalowywał krajobraz po katastrofie na zaśmieconej łączce nieopodal warsztatu samochodowego, w sali panowała śmiertelna cisza. Mówił, jakby tam był i my byliśmy w tym momencie z nim. Jednak Antoniego Macierewicza tam nie było. Oto, co potrafi kunszt urodzonego narratora. Opowiadali o tym- mniej lub bardziej zbornie, ale zastanawiająco niespójnie - zaproszeni przed oblicze Zespołu Parlamentarnego uczestnicy tamtej chwili – montażysta filmowy Sławomir Wiśniewski (w mediach rosyjskich przedstawiany jako Sliwiński), minister J.Sasin i minister M.Wierzchowski – obaj z Kancelarii Prezydenta i inni. Wiem, bo niektóre z tych wypowiedzi odsłuchałam w internecie po kilka razy. I właśnie za tę wspaniałą działalność Zespołu Parlamentarnego dziękowałam ministrowi Macierewiczowi publicznie: za ten wielki wysiłek zaproszenia i przepytania ze szczegółów, które w ludzkiej pamięci tak szybko ulegają zatarciu, świadków tamtego wydarzenia. Jest to zupełnie bezcenne świadectwo, ale i związana z jego uzyskaniem ciężka praca. Mam głęboką nadzieję, że inicjatywa ta będzie kontynuowana. Wielkie dzięki należą się także tym wszystkim, którzy – dzięki własnemu poczuciu obywatelskości i przyzwoitości oraz autorytetowi Antoniego Macierewicza przed obliczem Zespołu Parlamentarnego się stawili. Wielka szkoda, że te zapisy nie zostały przepisane albo choćby pokawałkowane w numerowany sposób, przez co powrót do jakiegoś fragmentu wymaga odsłuchania całości po raz kolejny, ale wobec znikających taśm, zdjęć, filmów, dowodów i last but not least ludzi, należy pochylić się z szacunkiem nad tymi nielicznymi, którzy podjęli ryzyko i trudy wyjaśnienia tego co się stało – właśnie: GDZIE? KIEDY? 10 kwietnia 2010 roku.
Nie dajmy zginąć POLEGŁYM.

P.S.

Organizatorzy, czyli nowopowstały Klub Gazety Polskiej z braku doświadczenia wrzucili dwa duże grzyby w przysłowiowy barszcz. Najpierw, o 14 po południu, już po mszy, lecz jeszcze w porze niedzielnego obiadu zaczęła się projekcja filmu „List z Polski” oraz spotkanie z jego twórcą, Mariuszem Pilisem. Niestety, sprzęt się przegrzał, projekcję musiano przerwać. Rada na przyszłość-przygotować zawczasu zastępczy sprzęt. Druga- niemniej ważna rada kulinarna na przyszłość- lepiej jeden grzyb w barszcz!