Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klub Gazety Polskiej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klub Gazety Polskiej. Pokaż wszystkie posty

27.06.2011

Anita Gargas vs oszołomy


Wczoraj, w niedzielę 26 czerwca wstąpiłam na krótko na wielogodzinne spotkanie z redaktor Anitą Gargas i Tomaszem Sakiewiczem, którzy byli gośćmi Klubu Gazety Polskiej w Berlinie (link do informacji:http://niezalezna.pl/12441-100410-w-berlinie). W tym miejscu składam wielkie wyrazy szacunku dla energicznych i zaangażowanych działaczy, którzy stanowią polski zdrowy zaczyn w tej amorficznej, wielokulturowej berlińskiej dzieży. Dobrze, że nareszcie się coś dzieje, choć jak słyszę, niektórzy z klubowiczów woleliby chodzić razem na ryby i grzyby, zamiast radzić o Polsce. Być może nawet - niezależnie od tego, kto im te pomysły podsuwa -mają rację. 
 Na wstępie pokazywany był film Anity Gargas "10.04.11", którego osobiście w pierwszych dniach po premierze, mimo najlepszych chęci  nie zdołałam obejrzeć więcej, jak połowę i odrzucam w całości z mnie samej znanych względów, podobnie jak film "Mgła". Myślę, że niektórzy mnie rozumieją. 
Gazeta Polska nie ma wątpliwości. Na Sewernym doszło 10 kwietnia do katastrofy Tu154M z polskim prezydentem na pokładzie. 15 metrów nad ziemią, jak ustalono w Zespole Antoniego Macierewicza.  Dobrze się składa, bo tego samego zdania jest rząd Rosji i MAK, a tym samym rząd Donalda Tuska. Tę wersję podtrzymuje także pokazany publicznie w Berlinie w Klubie Gazety Polskiej w obecności autorki film dokumentalny „10.04.10”.
Anita Gargas, jak ją nazwał Tomasz Stankiewicz, Kobieta-Instytucja po przedstawieniu swojego filmu ustosunkowała się do wielu kwestii, w tym oczywiście do „co najmniej dziwnego” zachowania się Rosjan.
„-Miejsce tej katastrofy to maleńka łączka – opowiadała widowni Anita Gargas – dwie i pół długości Tupolewa. Dlaczego Rosjanie tego terenu nie ogrodzili? Przecież to byłoby bardzo łatwo zrobić. Mało tego, już na drugi dzień przychodzili tam ludzie, mieszkańcy sąsiednich bloków całymi rodzinami, żeby się tam fotografować, a nawiasem mówiąc tego samego dnia, była to niedziela, pod skrzydłem znaleziono jeszcze trzy ofiary katastrofy. No, to jak to tak można – tu gapie, a tu wydobywane ofiary?”
Anicie Gargas coś się w tym przebiegu śledztwa nie podoba. Coś się nie zgadza, bo odbiega ono wyraźnie od znanych standardów. Nie wie jednak dokładnie, co. „No na przykład w Lockerbie wszystkie znalezione części były układane do skrzynek i dokładnie opisane, a tutaj? Pan.... znalazł ważną część pokładową, a Rosjanie bez oglądania wrzucili ją z rozmachem na ciężarówkę. Może nawet przeleciała na drugą stroną. Nikogo to nie obchodziło. Nasza delegacja z panią Hejke (kilka tygodni później) znalazła ważne części pokładowe. Jeszcze we wrześniu znajdowano części ludzkiego ciała! A przecież minister Kopacz twierdziła, że ziemię przeczesano na głębokość metra!” Jest wyraźnie oburzona zachowaniem i lekkomyślnością Rosjan.
„-Albo usuwanie dowodów – na przykład okna. Przecież wiadomo, że okna są ważne. W przypadku, gdyby miało na pokładzie coś wybuchnąć, to na szybach byłyby mikroślady. Taka pajęczynka. A tu – widzieliście Państwo na filmie – Rosjanie te okna rozbijają. Niszczą ślady. No, jak tak można?”
Ktoś zapytał o tzw. film Koli
"-Tak, wiem, nawet wiem, kto to wrzucił, nie będę tego zdradzać, gdyż chodzi o dobra osobiste osoby, która z tego powodu mogłaby ponieść jakieś konsekwencje."
Zagadnięta o blogerskie śledztwo powiedziała, co następuje (z tym słodkim anglosaksońskim "ja" na początku każdego zdania, co się tak rozpleniło wśród polskich elit):
"- Ja słyszałam te różne blogerskie teorie, że prawdziwy wrak Tupolewa leży gdzie indziej...Ja nie mam powodu, żeby wierzyć w te historie. Wszystkie one – mam wrażenie – służą temu, żeby krytyków oficjalnej wersji zdarzeń wrzucić do jednego wora z oszołomami, tzn. z tymi, którzy te fantastyczne teorie tworzą. To utrudnia pracę dziennikarzom, którzy wątpią w wersję oficjalną, ale nie fantazjują.Nie fantazjują. Bo ja nie mam na przykład, jeśli chodzi o tę wersję związaną z samolotem, który miał rzekomo gdzie indziej wylądować i tam mieli być zlikwidowani wszyscy, ja nie mam powodów, żeby nie wierzyć w to, co mówią dla mnie najbardziej wiarygodni świadkowie, czyli urzędnicy z Kancelarii Prezydenta, którzy czekali na niego, żeby go powitać na lotnisku i jako jedni z pierwszych dobiegli na miejsce katastrofy. Oni widzieli, to co widzieli. Nie mam powodów przypuszczać, że fantazjują. Podobnie, jak nie mam powodów przypuszczać, że fantazjuje Safonienko, bo niby dlaczego miałby fantazjować, skoro jego wypowiedź jest spójna i pokrywa się z innymi opowieściami świadków."
A teraz pytanie ode mnie:
-Pani Anito, żeby nie fantazjować i nie bawić się w oszołomstwo - krótkie pytanie i prośba o krótką odpowiedź. Wspomniała Pani o 3 osobach, które na drugi dzień, czyli w niedzielę zostały wydobyte spod skrzydła. Kto to był? I podobnie- 15 ofiar przywieziono jakiś czas potem do kraju we fragmentach i je skremowano. Czy wiadomo, kto to był i czy jest jakaś dostępna lub też choćby tylko Pani dostępna lista z nazwiskami?
"-Tak, z tych piętnastu osób parę nazwisk jest znanych. Ja tych nazwisk podawać nie będę, przepraszam."
Dlaczego nie?
"- Bo rodziny sobie tego nie życzą. To jest w końcu jakiś ból. Natomiast, co do ciał wydobywanych na miejscu katastrofy, to ja nie wiem, czy ktoś ma jakieś informacje, co do tego, w jakim położeniu były jakie ciała. To jest ciekawe, że chyba nie dokonano oględzin miejsca katastrofy i chyba nasza prokuratura nie ma takich informacji w jakim położeniu były jakie ciała. Mam wrażenie, że nasza prokuratura nie ma informacji, kogo tak naprawdę znaleziono pod tym skrzydłem."
-No to skąd Pani wiadomo, że kogokolwiek tam znaleziono i że były to akurat trzy osoby? - dociekałam. I oto charakterystyczny unik:
"-Nie, ja nie mówiłam, że trzy, mówiłam, że parę ciał znaleziono. Trzy, to mogło się Państwu nałożyć z informacją, którą podawał Turowski, że trzy osoby przeżyły. Mnie nie. Ja mówiłam, że parę."
I tyle. Żadnej odpowiedzi na moje pytanie. Pani Anita oburzająca się jeszcze przed chwilą faktem wydobywania ciał ofiar spod skrzydła w niedzielę, w obecności smoleńskich gapiów, nie umiała wytłumaczyć, czy informacja ta jest w ogóle prawdziwa. Wygląda na to, że nie sprawdzała  czy i gdzie jakiekolwiek ciała wydobywano. Rosjanie podali. Nawiasem mówiąc.
Ale oddaję jeszcze na chwilę głos Anicie Gargas:
„- Można było także usłyszeć czasem pytania że nie ma zdjęć z Okęcia, że nie było dziennikarskich relacji z wylotu. Są takie relacje, jeśli prezydentowi towarzyszą dziennikarze. A Jemu towarzyszyli dziennikarze. Proszę sobie przypomnieć, że był cały JAK, sąsiedni samolot, który wcześniej trochę odleciał (..bez?...) pożegnania Prezydenta. I takiego obyczaju, że przyjeżdża specjalna ekipa, żeby Prezydenta w chwili odlotu filmować – nie ma. Bo nie ma takiej potrzeby, skoro Prezydent będzie udzielał wypowiedzi na miejscu zdarzenia na dany temat, np. w tym przypadku miał Prezydent umówionych parę rozmów na temat zdarzeń sprzed 70 lat. „
Otóż pani Gargas – jak to się modnie w Polsce w elitarnych kręgach mówi, najzwyczajniej „nie ma takiej wiedzy”. Codzienne fotografowanie i filmowanie prezydenta, jakiegokolwiek prezydenta we wszystkich demokracjach, jest niezbywalną częścią procedur bezpieczeństwa i nie ma nic wspólnego z udzielaniem wywiadów na lotnisku lub powiewaniem chusteczką. Stąd zasadne pytania dociekliwych blogerów, którymi Anity mainstreamowych mediów,nieważne czy z prawa czy z lewa, nie zaprzątają sobie główek.
Co do reszty- no comments.
__________________________________________
PS
O Wołodii Safonience u Pluszaczka:




24.05.2011

Antoni Macierewicz o Smoleńsku w Berlinie

Nareszcie – chciałoby się powiedzieć. Nareszcie Polacy w Berlinie skutecznie przez całe lata pozbawiani jakiegokolwiek kontaktu z politykami dużego formatu (z wyjątkiem krótkiej wizyty Prezydenta Kaczyńskiego na Uniwersytecie Humboldta 5 lat temu) mogli całe długie niedzielne popołudnie spędzić z legendą polskiej prawicy, jaką bez wątpienia jest Antoni Macierewicz. A była to twarda próba.




Wszyscy mieli za sobą już ponad dwie godziny spotkania z Mariuszem Pilisem, twórcą filmu „List z Polski”. Kameralna sala kina „Filmbühne“ była przepełniona , a nawet- jak to widać na zdjęciach, które wczoraj zamieściłam (patrz tutaj), wiele osób wytrwale stało.


Minister Macierewicz przybył na zaproszenie berlińskiego Klubu Gazety Polskiej i dzięki długim staraniom adwokata Stefana Hambury, przede wszystkim po to, aby opowiedzieć o dotychczasowych ustaleniach Zespołu Parlamentarnego ds. Katastrofy Smoleńskiej, którego prace koordynuje. I chociaż na całość wniosków po blisko 10 miesiącach pracy Zespołu trzeba jeszcze poczekać (końcowy raport zostanie przedstawiony po ogłoszeniu ciągle przesuwanego raportu tzw. Komisji Millera), to było to spotkanie dla wszystkich stron bardzo owocne.
Minister Antoni Macierewicz – tu zgodzą się wszyscy- jest człowiekiem o wielkiej, autentycznej charyzmie, dlatego jest zawsze słuchany uważnie i jego słowa zapadają głęboko w serce. Czasem jednak słowa te z serca odbywają drogę do mózgu słuchającego i jego większy, mniejszy lub całkiem tyci rozsądek  cichutko dokonuje analizy logicznej wypowiedzianych tez.

Tak było – przynajmniej w moim przypadku – i tym razem. Przede wszystkim z tego względu, że przedstawiane przez min. Macierewicza i popularyzowane przez Gazetę Polską (m.in.film „Mgła”) okoliczności „katastrofy” z grubsza nakładają się na oficjalny Raport MAK i raport płk. Grochowskiego, z-cy min.Millera z 18 grudnia 2010 r.
Według ustaleń Zespołu Parlamentarnego katastrofa rządowego Tu154M miała miejsce 15 metrów nad ziemią 10 kwietnia o godz. 10:41' 5”. O tej bowiem godzinie stanął komputer pokładowy ze „znikniętego” cztery godziny później kokpitu i uprzejmie jakiś czas potem przekazany do zbadania amerykańskiemu producentowi przez Rosjan.
Ta katastrofa o nieznanej etiologii, której nikt nie widział i nie słyszał, spowodowała zniknięcie 60% masy 80-tonowego żelaznego cielska samolotu, zniknięcie podłogi, foteli, wszelkiego typowego ustrojstwa i urządzeń pokładowych. Trzynaście ton paliwa samolotowego wyparowało bezwonnie i bezgłośnie (18 ton paliwa miał w bakach samolot przed wylotem, 5 ton powinien zużyć na lot do Smoleńska ) w tej samej sekundzie. Co gorsza, wyparowała większość osób. „Wsie pogibli” - stwierdzili oficerowie Specnazu. Jakakolwiek akcja ratunkowa była tym  samym zbyteczna, co min. Macierewicz ma za złe Rosjanom. Niewyparowane ciała niektórych ofiar znajdowały się w zdumiewająco rśżnym stanie- jede były zwęglone, inne nagie, za to z porywanymi kończynami, inne wyglądały, jakby spały, ale za to były ubłocone. Nie wiadomo jednak, w jaki sposób zginęły i zupełnie nie rozumiem, dlaczego tej wiedzy dzięki ekshumacji nie domaga się Zespół Parlamentarny. Dlaczego „katastrofa” miała taki zastanawiający i nietypowy dla katastrof przebieg- tego zespół jeszcze nie wie. Jak na ironię ostała się tylko nietknięta flaga polska z prezydenckiej salonki oraz czerwony żakiet na krzaku. Obie rzeczy – niezwęglone, niewyparowane, nieubłocone.
Trudno pojąć, dlaczego obszar zainteresowania Zespołu ogranicza się jedynie do ostatnich 10 kilometrów lotu.   Niezrozumiałe, dlaczego z obszaru zainteresowania wykluczono punkt wyjścia, czyli lotnisko (właśnie-Okęcie czy Bemowo?) oraz dlaczego nie bada się trajektorii lotu, która przecież radiolokacyjnie obowiązkowo MUSI być udokumentowana. 
Niestety, ani dla mnie, a tym bardziej dla wielkiej grupy osób rozrzuconych po świecie, która od roku zajmuje się tym tragicznym momentem polskiej Historii badając detalicznie wszelkie okoliczności, daty, fakty, dokumenty etc. nie znalazł się w narracji Zespołu min. Macierewicza ani jeden dowód na to, że na płycie lotniska  Sewernyj 10 kwietnia 2010 r. (o której godzinie dokładnie nie wiadomo) zginęło 96 wybitnych Polaków. Bo oparcie całego przewodu dowodowego na fakcie, że o godz.10:41'05” zatrzymał się pokładowy komputer, bo tak stwierdził jego producent z Redmonton/USA sprowadza się do manipulowalnej informacji, że o tej to godzinie przerwany został zapis danych do pamięci FMS (Flight Management System). Tyle i NIC WIECEJ. Amerykanie po prostu dostali od Rosji JAKIES DANE. Niczego to nie dowodzi w kwestii czasu domniemanej katastrofy. 
Kiedy minister Macierewicz w przejmujący sposób odmalowywał krajobraz po katastrofie na zaśmieconej łączce nieopodal warsztatu samochodowego, w sali panowała śmiertelna cisza. Mówił, jakby tam był i my byliśmy w tym momencie z nim. Jednak Antoniego Macierewicza tam nie było. Oto, co potrafi kunszt urodzonego narratora. Opowiadali o tym- mniej lub bardziej zbornie, ale zastanawiająco niespójnie - zaproszeni przed oblicze Zespołu Parlamentarnego uczestnicy tamtej chwili – montażysta filmowy Sławomir Wiśniewski (w mediach rosyjskich przedstawiany jako Sliwiński), minister J.Sasin i minister M.Wierzchowski – obaj z Kancelarii Prezydenta i inni. Wiem, bo niektóre z tych wypowiedzi odsłuchałam w internecie po kilka razy. I właśnie za tę wspaniałą działalność Zespołu Parlamentarnego dziękowałam ministrowi Macierewiczowi publicznie: za ten wielki wysiłek zaproszenia i przepytania ze szczegółów, które w ludzkiej pamięci tak szybko ulegają zatarciu, świadków tamtego wydarzenia. Jest to zupełnie bezcenne świadectwo, ale i związana z jego uzyskaniem ciężka praca. Mam głęboką nadzieję, że inicjatywa ta będzie kontynuowana. Wielkie dzięki należą się także tym wszystkim, którzy – dzięki własnemu poczuciu obywatelskości i przyzwoitości oraz autorytetowi Antoniego Macierewicza przed obliczem Zespołu Parlamentarnego się stawili. Wielka szkoda, że te zapisy nie zostały przepisane albo choćby pokawałkowane w numerowany sposób, przez co powrót do jakiegoś fragmentu wymaga odsłuchania całości po raz kolejny, ale wobec znikających taśm, zdjęć, filmów, dowodów i last but not least ludzi, należy pochylić się z szacunkiem nad tymi nielicznymi, którzy podjęli ryzyko i trudy wyjaśnienia tego co się stało – właśnie: GDZIE? KIEDY? 10 kwietnia 2010 roku.
Nie dajmy zginąć POLEGŁYM.

P.S.

Organizatorzy, czyli nowopowstały Klub Gazety Polskiej z braku doświadczenia wrzucili dwa duże grzyby w przysłowiowy barszcz. Najpierw, o 14 po południu, już po mszy, lecz jeszcze w porze niedzielnego obiadu zaczęła się projekcja filmu „List z Polski” oraz spotkanie z jego twórcą, Mariuszem Pilisem. Niestety, sprzęt się przegrzał, projekcję musiano przerwać. Rada na przyszłość-przygotować zawczasu zastępczy sprzęt. Druga- niemniej ważna rada kulinarna na przyszłość- lepiej jeden grzyb w barszcz!


23.05.2011

Antoni Macierewicz w Klubie GP w Berlinie - 22 maja 2011

Najpierw mały fotoreportaż, aby oddać nieco atmosferę długiego niedzielnego popołudnia:




Wczoraj, w niedzielę 22 maja 2011 r. w niedawno powstałym Klubie Gazety Polskiej w Berlinie w kameralnej sali  kina Filmbühne (stąd ta Marlena Dietrich na ścianie) gościł min. ad. oraz poseł Antoni Macierewicz, który kieruje parlamentarnym zespołem badającym okoliczności "katastrofy smoleńskiej" z 10 kwietnia 2010r. Wyniki dotychczasowej pracy były tematem spotkania z rodakami w Berlinie. Spotkanie było niezwykle ciekawe, tym bardziej, że cały szereg wypowiedzi pana ministra wzbudził wśród publiczności,która nie jest gapami karmiona, niejakie kontrowersje. Wszyscy jednakże byliśmy panu Macierewiczowi wdzięczni za przyjazd i spotkanie. Z drugiej strony on sam mógł się przekonać, że Polska jest także w Berlinie. 
Miejmy nadzieję, że relacja wideo z tego spotkania będzie wkrótce dostępna w sieci. Moje własne wrażenia i krytyczną ocenę wkleję tu za kilka godzin. Zapraszam jutro, we wtorek 24 maja 2011.