Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty

16.09.2013

Koszerne ubijanie prof. Chodakiewicza

końcu lipca br,w czas najgorszych upałów w środkowej Europie i środkowych stanach Ameryki Północnejprzez nieliczne media w Polsce i w USA przemknęła się informacja, którą mało kto zauważył: oto z jakiejś konferencji dla polonijnej młodzieży wyproszono uprzednio zaproszonego na nią profesora Marka Chodakiewicza. W tym czasie między Polską a Izraelem trwała burza z wyładowaniami w eterze na temat uchwalonego przez Sejm zakazu koszernego uboju zwierząt. Okazało się nagle, że od dziesięcioleci egzystencja Izraelczyków, szczególnie tych najbardziej mięsożernych, bo z izraelskiej armii zależy od know-how polskich rzezaków i wysokowartościowych protein polskich krów. Kogomiałabyobchodzić jakaś lokalna impreza w  dla polonijnej, nawet nie polskojęzycznej młodzieży i jakiś profesor historii, któremu nie dane będzie wygłosić do tej młodzieży wykładu? Burza w szklance wody?I to w dodatku sprzed dwóch miesięcy?

Tymczasem to drobne, na pozór tylko towarzyskie wydarzenie jest kolejną przegraną potyczką w toczącej się ponad głowami Polaków batalii o ich przyszłość, oraz, co mało kto zdaje się dostrzegać- aktem wyraziście symbolicznym. Z perspektywy czasu widać to dokładnie.
Przypomnijmy sam fakt: oto od kilku lat w czasie wakacji na Central Connecticut State University (CCSU) odbywa się szlachetna z założenia impreza- ponadorganizacyjne, apolityczne forum młodej Polonii pod nazwą, której żadnemu Polakowi tłumaczyć nie trzeba: „Quo vadis?”. Dzieci i wnuki Polaków wypędzonych z Polski w różnym czasie i okolicznościach przez urzędujące reżymy otrzymują wspaniałą możliwość, aby przez parę dni spotkać się, poznać się, podyskutować o przeszłości i usłyszeć parę wskazówek i krzepiących słów na przyszłość. Podobne spotkania odbywają się w Australii i Kanadzie. Prof. Marek Chodakiewicz miał wygłosić odczyt na temat świadomości narodowej Polaków („Meaning of Polish identity”). Był jednym z kilkunastu panelistów, wśród których niewątpliwie był osobistością i osobowością najbardziej rozpoznawalną. Prof. Chodakiewicz został zaproszony nie tylko ze względu na swoje dokonania na niwie najnowszej historii, ale również dlatego, że jego własna droga życiowa – młodego emigranta , który potrafił ciężką pracą i zaangażowaniem zająć ważne miejsce w amerykańskiej nauce jednocześnie nie tracąc własnych korzeni – dobitnie dowodzi, że sukces w najtrudnieszych nawet obszarach społecznej stratyfikacji jest dla cudzoziemca możliwy.
Jednak okazało się, że nie wystarczy uznanie i akceptacja przez Amerykanów. Dokładnie tak samo, jak to było za czasów komuny – w sprawach Polonii decydujący głos ma ….rząd polski.
Do profesora Chodakiewiczawystosowano zaproszeniew piątek 12 lipca. Jednakjużw środę 17 lipca po burzliwej sesji komitetu organizacyjnego konferencji decyzję zmienionoi na żądanie pani konsul Juńczyk-Ziomeckiej ….profesora wyproszono. Podczas owej burzliwej sesji pani konsul twierdziła, żenaukowiec ten.... nie jest kompetentny.Najwidoczniej musiała przedstawić współorganizatorom argumenty nie do podważenia, skoro uznali oni, że wykształconyw USA, z doktoratem z Columbia University autor kilkunastu książek po polsku i angielsku jak również kilkuset artykułów naukowych i kilku tysięcy felietonówi niepodważalny autorytet w polskiej historii najnowszejnie jest kompetentny, aby mówić polonijnej młodzieży o tożsamości narodowej. Sekundował jej reprezentujący gospodarzy prof.Mieczysław Biskupski z Central Connecticut State University (CCSU), którego nazwisko tym samym weszło do polskiej rzeczywistości medialnej. Zbędne, bo oczywiste są w tym miejscu jakiekolwiek refleksje o pogwałceniu prawa do wolnego głosu instytucji akademickiej, w dodatku obcej. Co ciekawe, konsul Juńczyk-Ziomecka(tak, ta od hołdu lennego wobecB'nai B'rithw Warszawie w 2007r.)miała dowodzić, że zaproszenie tego historyka w danej chwili jest niemożliwe ze względu na toczące się pomiędzy rządempolskimi izraelskim kontrowersje dotyczące decyzji Sejmu zakazującej ….uboju rytualnego. Czyżby konsul Juńczyk-Ziomecka miała sugerować,że rząd Izraela czułby się urażony, gdyby prof. Chodakiewicz mówił przez pól godziny do młodzieży polskiej goszczącej w Connecticut o znaczeniu polskiej tożsamości z zemsty za decyzję Sejmu w sprawie koszernego uboju polskich krów dla izraelskiej armii? Tak przynajmniej zrozumieli to inni organizatorzy .Późniejsze pisemne, jeszcze bardziej pokrętne wyjaśnienia pani konsul nie tylko niczego nie wyjaśniły, ale dały asumpt do zastanowienia się, jak dalece urzędnik utrzymywany za pieniądze polskich podatników potrafi im szkodzić. Bo, że jest to działalność dla Polaków szkodliwa, co do tego nie może być już żadnych wątpliwości. Argumentacja, a choćby nawet tylko sugestia,jaką zaprezentowała pani konsul zasługuje na pilne odwołanie dyplomaty i obligatoryjne przebadanie go przez odpowiednich specjalistów na poczytalność. Nic takiego się jednak nie stało. Pani konsul nadal –jakby nigdy nic -sprawuje swoje obowiązki w USA,co wymownie świadczy o tradycyjnych celach i zadaniach polskiej rządowej dyplomacji w środowiskach polonijnych.
Oczywiście, konferencja „Quo vadis” się odbyła, zaproszona młodzież niczego nie zauważyła i miejmy nadzieję, że było jej obojętne, co jej mówi ambasador Ryszard Sznepf, dyrektor fundacji „Szalom”, syn KPP-owca, a później, po wojnie, pułkownika informacji wojskowej Maksymiliana Sznepfa, współodpowiedzialnego za prześladowania Polaków w ich ojczyźnie, bo przecież nie o swojej tożsamości i działalności opowiadał, choć doprowadziły go do spektakularnego zawodowego sukcesu w "wolnej Polsce".
Ambasador R.Sznepf w otoczeniu uczestników konferencji Quo vadis pt."Motywować, edukować & inspirować" 2-4 sierpnia 2013.
Ambasador Sznepf swoje „dyplomatyczne” szlify zdobywał – jak dobrze pamiętamy – w Urugwaju z zaangażowaniem i pasją zwalczający Prezesa USOPAŁ Jana Kobylańskiego . Wszystko razem – cały antypolski puzzle - ściśle ze sobą przylega i nawzajem się uzupełnia. I naturalnie, smutne, że pomimo tylu lat doświadczeń Polonia nadal daje sobą poniewierać przez manichejskie zagrywki z Warszawy. Jednak pomyłką byłoby sądzić, że był to tylko towarzyski wybryk . Przeciwnie. O tym, że toczy się batalia o Historię wiemy. Mówiło i mówi o tym wybitne grono nie tylko historyków, z prof. Markiem Chodakiewiczem włącznie, ale autorytetów z wszelkich dziedzin. Często wskazuje na ten fakt ks. prof. Waldemar Chrostowski. „Kto zna przeszłość, ten ma klucze do przyszłości”- ta znana prawda ma szczególne znaczenie w naszym kraju., gdzie Historia domaga się napisania od nowa i gdzie historyków wychylających głowę z bajora czerwonego Kłamstwa niszczy się programowo, a nawet fizycznie, szczególnie, gdy tkną tematu tabu – przestępstw żydokomuny wobec Polaków . Tu należy przypomnieć nazwisko śp. Dariusza Ratajczaka.
Prof. Chodakiewicz posiada luksus niezależności i chętnie z niego korzysta wygłaszając opinie, które przysparzają mu wdzięcznych słuchaczy i czytelników na prawicy, a wrogów na lewicy. Nic dziwnego, że w r.2008 znalazł się na czołowym miejscu na proskrybcyjnej „Liście Michnika”, na której nota bene znaleźli się wszyscy wybitni polscy historycy. Jednak sekowanie Chodakiewicza ma dłuższą historię, i – jak widzimy z ostatniego, wyżej opisanego przykładu – ma wymiar międzynarodowy, żeby nie powiedzieć – międzykontynentalny. Pisał o tym w nr 19/20 „Glaukopisu” już w r. 2010 inny amerykański historyk polskiego pochodzenia – John Radziłowski. Intryganci nazwani są tam po imieniu, a kulisy ich działań są oczywiste- chodzi o propagandową dominację „prawd” historycznych ogłaszanych w kolejnych pseudo-historycznych publikacjach przez socjologa Jana Tomasza Grossa. Kto za nim stoi i czyje interesy – nikomu nie trzeba tłumaczyć. Jednak byłoby skandalicznym nadużyciem posługiwać się argumentacją, której użyła polska konsul Juńczyk-Ziomecka w lipcu tego roku – że prof. Chodakiewicz jest uważany za kontrowersyjnego przez polskie MSZ . W związku z tym – dopowiedzmy myśl pani Juńczyk-Ziomeckiej – należy profesora Chodakiewicza spacyfikować, odebrać mu głos, a przede wszystkim wpływ na młodzież. Tylko tak można uchronić stosunki polsko-izraelskie przed szkodą... Nie wiem, czy pani Juńczyk-Ziomecka jest przy okazji również honorowym konsulem Izraela w USA, czy może tylko społecznym aktywistąhasbary. Może aktywistą hasbary jest sam minister Sikorski i wyproszenie prof. Chodakiewicza odbyło się na jego żądanie, kto – prócz niego to wie? Lecz jestem najgłębiej przekonana, że państwo Izrael jest mieszane do tego geszeftu bez swojej woli i wiedzy.
To potomkowie żydokomuny, którzy przejęli spadek po swoich ojcach i dziadkach, mordercach naszych ojców i dziadków, są żywotnie zainteresowani utrzymaniem swoich wpływów w Polsce. Ci, którzy są na miejscu i ci, którzy wracają po latach dyskredytowania Polski i Polaków we wszelki możliwy sposób, nagradzani są przywróceniem im polskiego obywatelstwa i wszelkich beneficjów. A ponieważ znany i dzięki m.in. wydawanemu także po polsku profesorowi Kevinowi McDonaldowi naukowo dobrze udokumentowany jest destrukcyjny potencjał żydowskiej mniejszości wynikający z ich w pierwszej kolejności antychrześcijańskiej postawy, oczywiste jest, że ktoś, kto publicznie wypowiada takie słowa, jak prof. Chodakiewicz w czerwcu tego roku w Polsce o zagładzie polskich elit, ten liczyć się musi z plemienną zemstą:
Żeby Kwaśniewski mógł brylować, czy żeby Michnik mógł być uważany za geniusza, trzeba było najpierw Katynia, Kołymy. Palmir, Auschwitz – rzezi polskich elit. Bo na bezrybiu i rak ryba. Pozostałe niedobitki zostały zniszczone. Co się stało z plejadą polskich profesorów, którym udało się przeżyć wojnę? Prof. Koneczny został wyrzucony z Uniwersytetu Jagiellońskiego.(Umarł z głodu- przyp. JMW)Podobny los spotkał prof. Konopczyńskiego, prof. Taylora na Uniwersytecie Poznańskim, prof. Kasznicę. Przypomnijmy profesora prawa Karola Pospieszalskiego, wybitnego znawcę zbrodni niemieckich.(W 1966 r. za nie przyłączenie się do rozpętanej przez PZPR nagonki na biskupów polskich,którzybyliautorami listu do biskupów niemieckich, został wyrzucony z Instytutu Zachodniego. Mimo że nadal pracował na UAM, nie miał już szans na karierę naukową- przyp.JMW),któremu komuniści w całej powojennej uniwersyteckiej pracy tylko raz i to przez omyłkę, pozwolili wydać jednä książkę. Długo moglibyśmy wymieniać.... Natomiast na ich miejsce wpychała się chamokomuna i ludzie proweniencji etnicznej, których prof. Śpiewak nazywa żydokomuną. I to była wymiana elit. Na miejsce polskich elit wchodzili prymusi selekcji negatywnej, ludzie, którzy w wolnej Polsce paśli by krowy. Z dnia na dzień stali się oni autorytetami, nagle zaczęli wykładać na uniwersytetach. I na tym polega polska tragedia.
Prof. Chodakiewicz w maju 2013 w Krakowie (z prof. Nowakiem)
Profesor Chodakiewicz nie jest wyjątkiem, choć ze względu na jego międzynarodowy zakres oddziaływania, jest obiektem szczególnej nienawiści. Cały szereg polskich wybitnych historyków z prof. Nowakiem i Żarynem na czele stoi pod obstrzałem. Do tego dochodzą socjologowie , filozofowie, naukowcy z wszelkich dziedzin. O artystach nie wspominając. Ci, którzy w jakikolwiek sposób mają dostęp do nielicznych otwartych na ten problem mediów – mówią o tym od czasu do czasu. Ci, którzy nie mają – cierpią w milczeniu. Traci jednak na tym – Polska. I to przy jednoczesnym świadomym procesie ogłupiania mas i odbierania narodowi tożsamości. (Znamienne- taki był właśnie temat niedoszłego wykładu prof. Chodakiewicza na konferencji „Quo vadis?”- O znaczeniupolskiejtożsamości)
Czy Polacy w tej bezpardonowej batalii stoją na z góry przegranych pozycjach? Jasne jest, że celuje się do pojedynczych osób i jak w szachach –figury te są jedna po drugiej utrącane. Wzorem NKWD-owskich i gestapowskich metod niszczone są odradzające się polskie elity. Będzie się tak działo, dopóki nie odwrócimy biegu zatrutych strzał.Najwyższy czas, aby wszyscy ci ludzie Dobrej Woli i Prawa Bożego, którzy mają jakikolwiek wpływ na świadomość społeczną zawiązali szeroką Koalicję Ducha. Nie trzeba do tego bębnów ani fanfar. Nie trzeba zjazdów, konferencji i wielkich słów. Wystarczy „niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie”. Nie głucha cisza nad kolejną utrąconą ofiarą z „Listy Michnika”, lecz głośny, wspólnymoralny ostracyzmmusi być odpowiedzią.Inaczej kolejne wschodzące pokolenia Polaków będą koszone przez bezwzględnego przeciwnika.
_____________
Prof. Marek Jan Chodakiewicz (ur. 15 lipca 1962 r. w Warszawie) – polski historyk, amerykański profesor, specjalizujący się w badaniu stosunków polsko-żydowskich oraz tematyki holokaustu. Od 2003 r. jest profesorem historii w Instytucie Polityki Międzynarodowej w Waszyngtonie. W kwietniu 2005 r. został przez prezydenta Busha powołany do amerykańskiej Rady Pamięci Holokaustu. Od 2008 jest kierownikiem Katedry Studiów Polskich im. Tadeusza Kościuszki (The Kosciuszko Chair of Polish Studies) w Waszyngtonie.
 
 

13.01.2012

Antoni Macierewicz- list do mnie czy do FYMa?



 Pan poseł Antoni Macierewicz opublikował (patrz tutaj) na prośbę anonimowych blogerów swój list, jaki był uprzejmy przysłać mi pocztą elektroniczną w zeszłą niedzielę wieczorem. Do wczoraj byłam przekonana, że list ten skierowany był do mnie. Dlatego omówiłam go krótko (tutaj) cytując z niego najistotniejsze stwierdzenia, które przytoczyłam precyzyjnie (patrz zaznaczony na żółto tekst w oryginale – poniżej link).
Nie odnosiłam się do pełnych żalu dywagacji Pana Posła  na temat nieokreślonych publicystów, którzy „nie chcą w ogóle podjąć badań tego co mozna zbadać“. Uważałam też, że należy spuścić wstydliwą kurtynę milczenia na niezwykle emocjonalną drugą część listu, która w moim mniemaniu odzwierciedla idiosynkrazje steranego 45-letnią walką o lepszą Polskę działacza.
Okazało się jednak wczoraj, że dla pana Posła Macierewicza ta właśnie część jego listu była najważniejsza, ponieważ swoją publikację na portalu „w Polityce“ kazał zatytułować w ten oto sposób:
Antoni Macierewicz w sprawie koncepcji FYM-a - PEŁNY TEKST LISTU
Ucieszyło mnie w niedzielę, że przewodniczący Zespołu Parlamentarnego przyznaje mi rację w sprawach ewidentnie zasadniczych, czyli fałszowania danych TAWS/FMS przez Rosjan oraz uwiarygadniania ich (chcąc nie chcąc) przez Amerykanów, a także tzw. „ maskirowki“ (zaplanowanej inscenizacji) na Sewernym i nie odwołuje tego w środę.
Wczoraj jednak, patrząc na cytowany wyżej tytuł, z przykrością stwierdziłam, że list ten skierowany był nie tyle do mnie, co w istocie do popularnego blogera FYMa (Free Your Mind – tutaj). FYM ma niebawem ogłosić wynik wielomiesięcznego śledztwa obywatelskiego w sprawie Kłamstwa Smoleńskiego w formie książki, która będzie udostępniona nieodpłatnie w sieci.
Dziwić się jednak należy, że były minister spraw wewnętrznych, były wiceminister MON i były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW) otoczony kręgiem asystentów i pomocników nie wysłał swojego listu bezpośrednio do blogera FYMa, do którego ma widoczne teraz, po publikacji swojego listu, dla wszystkich, choć dla mnie niezrozumiałe, żale i pretensje. Czyżby przy takim aparacie trudno było znaleźć (wielokrotnie powtarzany w sieci!) adres emailowy? Na szczęśćie dzięki upublicznieniu przez Pana Posła całego listu dowiedział się o jego budującej treści – jak mniemam – także właściwy adresat i wybaczy starszemu panu z tak heroiczną biografią przykre zarzuty i niezręczne sformułowania. Chciałoby się powiedzieć - wszystko dobre, co się dobrze kończy.
Niestety, problemy komunikacyjno-epistalograficzne pana Posła nie zbliżyły nas ani o krok do rozwiązania, na jakie czekamy. Dlatego muszę tu znowu powtórzyć: mimo upływu 21 miesięcy, pracy dwóch prokuratur i trzech komisji oraz Zespołu Parlamentarnego nadal nie wiemy, ani o której godzinie dokonała się zagłada Delegacji, ani - dlaczego. ani też gdzie.

Antoni Macierewicz potwierdza: nie było amerykańskich ekspertyz


Serdecznie dziękuję za list, otrzymany od pana Antoniego Macierewicza, w reakcji na mój artykuł o "amerykańskich ekspertyzach" (patrz porzedni wpis)

Po moim artykule na temat przekłamań w rzekomej amerykańskiej „ekspertyzie” zapisów z komputera pokładowego samolotu typ Tu154M nr seryjny 90A837, oraz zapisu skrzynki TAWS, którymi szczycił się dotąd Zespół Parlamentarny, otrzymałam list od jego Przewodniczącego, pana posła Antoniego Macierewicza. Pan poseł stwierdza już w drugim zdaniu:„przeczytałem Pani wpis z 5 01 '12 dotyczący odczytu systemu TAWS oraz FMS.W pełni zgadzam się z tą rekonstrukcją wydarzeń dotyczących odczytu, jaką pani przedstawiła.“
Ponad to afirmujące oświadczenie, ucieszyło mnie także uznanie prymatu faktów w następującym stwierdzeniu pana Antoniego Macierewicza :„…nie znaczy to, że zapisy TAWS i FMS nie były w różnorodny sposób fałszowane“ Przypomnijmy, że zapisy te zostały uznane za najważniejszy dowód katastrofy na smoleńskim Siewiernym, i przedstawiane były opinii publicznej przez Przewodniczącego Zespołu Parlamentarnego jako… wynik badan amerykańskich ekspertów.
Tymczasem, jak pięć dni temu wyraźnie napisałam w moim artykule:
Amerykańska NTSB (National Transportation Safety Board) nie wykonywała żadnych badań, bo nie ma do tego prawa. Badania wykonywał rosyjski MAK, wszystkie od A do Z.
Powtórzmy jeszcze raz: wszystkie informacje o rzekomych wstrząsach nad smoleńska ziemią znajdujące się obecnie u amerykańskiej NTSB pochodzą od MAK (i jest ten fakt w dokumentach NTSB czytelnie zaznaczony). Dotyczy to w szczególności godziny zdarzenia 6.56 UTC domniemanej katastrofy. Jako że zapisy te mogły być, i zapewne zostały sfałszowane, ich wartość dowodowa równa się zeru.
Przewodniczący Zespołu Parlamentarnego poseł Antoni Macierewicz przyznaje w liście dalej że 'maskirowka' w sposób oczywisty odgrywała w tej operacji kluczową rolę. Nie mam co do tego wątpliwości Zatem i w tej kwestii zgadzamy się choć—nie wiedzieć na jakiej podstawie—pan Przewodniczący chce jednocześnie wierzyć, że te ok. 30 ton mniej lub bardziej zardzewiałego złomu wywiezionego z polanki na wschodnim końcu lotniska Sewernyj, i zrzucone na południowym skraju tego samego lotniska, mogło kiedykolwiek należeć w części lub w całości do naszej 80-tonowej, odnowionej, błyszczącej świeżym lakierem tutki, zaś ponad 12 ton paliwa ulotniło się bez pozostawienia śladu.
Na szczęście, Zespół Parlamentarny działa i—jak zaznacza w swoim liście jego przewodniczący—ma jeszcze wiele zagadek do wyjaśnienia.Postrzega się przy tym jako obiekt ataków wrażych sił. Cieszy, że uzasadnione obawy o negowanie niepodważalnych faktów zostały przez Pana Przewodniczącego rozwiane. Tym bardziej więc należałoby zwracać baczną uwagę na czystość metodologiczną, a w szczególności weryfikowalność przy publicznym przedstawianiu koncepcji przez Zespół.
Pan Antoni Macierewicz pisze do mnie w liście na końcu tak: "Proszę więc o uczciwą dyskusję i rozważenie moich argumentów"
Ponieważ—jak nauczał Św. Tomasz z Akwinu—Prawda jest jedna, integralna, całkowita i niepodzielna , oraz ma tę właściwość, że zawsze wychodzi na światło dzienne, to nie wątpię ani przez chwilę, że tak będzie i tym razem. Prawda nie podlega dyskusji. Prawda o losie naszej Delegacji w dniu 10 kwietnia wyjdzie na wierzch. Nawet, kiedy dziś, mimo upływu 21 miesięcy, nadal nie wiemy o której godzinie wydarzyła się katastrofa. Ani - dlaczego. Ani też gdzie. Ani tym bardziej — czy w ogóle.
Wygląda na to, że nie dowiemy się tego od naszych prokuratur. Zawodzą one—jak widać—na całej linii. Tym większa jest rola Zespołu Parlamentarnego, który moim zdaniem nie tylko powinien stale walczyć o status Komisji Sejmowej, ale i niezależnie od od tego powinien niezwłocznie zabrać się do wysłuchiwania ważnych świadków wydarzeń sprzed 21 miesięcy, zamiast polegać na „amerykańskich ekspertyzach”. Nie można bowiem zgodzić się na to, aby ta bezprecedensowa w historii naszego kraju tragedia została przykryta patyną kurzu i stertą bezwartościowych ekspertyz.

Polacy na to nie pozwolą. Jeżeli zawiodą oficjalne drogi, to nie zawiedzie śledztwo obywatelskie. Czas na podsumowanie wyników.


5.01.2012

Rosyjskie badania i amerykańskie ekspertyzy


Tajemnicze skrzynki z Sewernego- TAWS i FSM

Od przeszło 20 miesięcy z wiadomych, tragicznych powodów narodziły nam się tłumy specjalistów od latania, a przynajmniej co drugi z nich zna się także na konstrukcji samolotu. I to nierzadko lepiej, niż na konstrukcji cepa. Szczególnie dobrze znamy się na tupolewach, bo wiadomo, ruskie badziewie i zrobione chyba z kryształu - rozpada się toto na tysiące drobnych odłamków od zahaczenia o byle brzozę podczas lądowania.

Ale dość sarkazmu. Faktem jest, że od przeszło 20 miesięcy zarzucani jesteśmy fachową terminologią dotyczącą naszej narodowej tragedii z 10 Kwietnia. Nikt się nie wysila, żeby nam cokolwiek z tego wytłumaczyć. Ten fachowy żargon ma na celu jedynie stworzyć zasłoną dymną z pozornych działań i pozorowanych dywagacji. I chociaż temat jest prawie wyczerpany, bo niedługo stanie pomnik, uroczyście zostaną złożone wieńce i będzie pozamiatane, to jednak, zgodnie z dewizą „lepiej późno, niż wcale”, warto raz dobrze przyjrzeć się temu, o co na przykład z tymi całymi sławnymi amerykańskimi ekspertyzami komputerów pokładowych TAWS/FMS chodzi.

Dla przypomnienia: na oślej łączce na rubieżach lotniska wojskowego Sewerny, położonego niedaleko od centrum Smoleńska zarzuconej zardzewiałym złomem samolotowym, znaleziono 10 kwietnia 2010 r. wieczorem czerwony żakiet śp. Grażyny Gęsickiej, który, obok listy ofiar i ciał śp. Prezydenta i marszałka Putry, stał się dowodem na to, że tam właśnie wydarzyła się 14 godzin wcześniej tragedia. Podobno kilka osób ów żakiet w nocy widziało, w tym poseł Max Kraczkowski. Co ciekawe, nie zauważył go 14 godzin wcześniej, rano, ani pan montażysta-operator Wiśniewski, ani pan kierowca Kwaśniewski, ani jego pasażer, pan ambasador Bahr, ani pan Stachelski, ani pan minister Sasin, ani pan Kwiatkowski, ani pan Wierzchowski, ani w ogóle nikt. Ba! Nikt nie zauważył kokpitu tutki, a ten „drobiazg” naprawdą trudno przeoczyć.

Tym bardziej nie dziwota, że nikt nie zauważył walających się w błocie komputerów pokładowych, czyli systemu wczesnego ostrzegania TAWS oraz komputera FMS (Flight Management System), które w obecnej dobie są zaraz po silniku najważniejszymi urządzeniami każdego samolotu od Cesny poczynając i dzięki nim podobno nawet ja po jednej próbie i to z zamkniętymi oczami potrafiłabym wystartować z Okęcia i wylądować w Smoleńsku.
Pan montażysta-operator Wiśniewski, który był pierwszy z kamerą na miejscu tragedii, znalazł co prawda od razu czarne skrzynki w pomarańczowej kapsule, co wyglądało bardzo filmowo, ale komputery znalazł nie wiedzieć kiedy zdaje się Spec-Naz. Albo straż pożarna. No, chyba że sprawne sanitariuszki w wolnej chwili.
W każdym razie bezcenne komputery produkcji amerykańskiej znalazły się od razu we właściwych rękach i po zaledwie dwóch tygodniach leżenia – jak chcemy wierzyć -w zamkniętym na cztery spusty sejfie w Moskwie, zostały przesłane pocztą dyplomatyczną do USA, do producenta czyli Universal Avionics. Faktem jest, że JAKO JEDYNY DOWOD, jeśli nie liczyć ciał naszych Ofiar w zalutowanych trumnach, opuściły one Rosję i znalazły się w USA, w rękach ekspertów. Reszta dowodów nadal jest aresztowana w Rosji i nawet zapis czarnych skrzynek otrzymaliśmy z 10-minutowym bonusem w postaci kopii.
Jak zatem mógł minister Szojgu do tego dopuścić, by komputery pokładowe badał kto inny?
Moje głębokie i postępujące przeświadczenie o spiskowej praktyce dziejów kazało mi spytać paru fachowców z naszej strony, czy aby owe "zapisy" z TAWS od początku nie miały być uwiarygodnione przez amerykańskich przyjaciół? Wygląda bowiem na to, że tak to zaplanował MAK, a wiary-godni i poczciwego serca Polacy łatwo uwierzyli w "badania i ekspertyzę" w Redmond.
Tymczasem, ujmując to najkrócej w punktach, fakty są następujące:

  1. Amerykańska NTSB (National Transportation Safety Board) nie wykonywała żadnych badań, bo nie ma takiego prawa. Badania wykonywał MAK, wszystkie od A do Z.
  2. MAK zwrócił się o pomoc prawną do strony konwencji ICAO (International Civil Aviation Organization)- NTSB w badaniu skrzynki FMS i TAWS wyprodukowanej przez firmę amerykańską, czyli z jurysdykcji NTSB wykazując tym samym nadprogramową dobrą wolę.
  1. NTSB w ramach pomocy przekazał materiały do Redmond, a otrzymane wyniki przekazał do MAK. Fachowcy w Redmond odczytali zamówione wybrane dane i zwizualizowali je na papierze. Nic ponadto. Nie wypowiadali się na tematy wiarygodności lub integralności tych danych, bo nie byli o to pytani.
  2. MAK na mocy konwencji ICAO przekazał swój raport ze śledztwa z odczytami z Redmond do publikacji w NTSB.
  3. NTSB opublikowała raport MAK z zaznaczeniem autorstwa MAK. Widnieje tam do dziś godzina zdarzenia 8.56!
  4. NTSB i w ogóle Amerykanie nie mogli i nie wykonali niczego w tej sprawie, poza rolą skrzynki pocztowej, zatem nie mogli nic z własnej inicjatywy badać, ogłaszać, publikować, ponad to, co zostało zlecone przez Rosjan. Nie są oni bowiem prawnie zainteresowaną stroną w tej sprawie. Wszystko, co mogli, to spełnić czyjeś prośby na mocy umów międzynarodowych.

Redmond wykonało zleconą przez NTSB ekpertyzę skrzynek otrzymanych z Moskwy, w zakresie wskazanym przez Moskwę. Nie musieli wykonać tego na
zlecenie MAK wprost, a na polecenie NTSB musieli wykonać to,o co poproszono i w ścisłym zakresie tylko to, o co poproszono. (tutaj link-klik) Taki mówi konwencja o współpracy. Czyli powtórzmy jeszcze raz: NTSB poleca odczytać skrzynki i dokonać ich zapisu na osi czasu z wizualizacją w postaci wykresu i zrzutem danych w np. .xls (Excel) I to Redmond wykonuje. Nic ponadto. Nie może wyrażać opinii o prawidłowości danych, albo o stanie skrzynki, jeśli nie jest o to proszona. MAK mógł wysłać rozbebeszone pudełko z podmienionymi częściami i poprosić o odczyt. Redmond wykonuje. I koniec! Choć byłoby nawet oczywiste, że to fałszerstwo, nie mogą nic o tym mówić, bo o to nie pyta urząd NTSB. To jest jasne jak słońce dla każdego, kto jest obeznany z procedurami administracyjnymi dobrze funkcjonujących organizacji.

  • 7. Według prawa międzynarodowego stronami do tego zdarzenia są rządy PL i RU, które na mocy umowy Tuska z Putinem przekazały do badania MAK okolicznosci katastrofy. To umocowanie jest jasno przez MAK wykazane i opublikowane na stronie NTSB - proszę sprawdzić (tu link) Stronami są rządy PL i RU. Zresztą to oczywiste, bo mówi o tym prawo międzynarodowe, prawo lotnicze, konwencja chicagowska i konwencja ICAO. Wszystkie zgodnie stwierdzają, że samoloty państwowe (state aviation) należą do wyłącznej kompetencji właściwych rządów - właściciela samolotu i terenu zdarzenia. Jeśli na przykład włoski samolot rozbije się w Boliwii -są to rządy Włoch i Boliwii, jeśli francuski boeing na międzynarodowym Atlantyku - wyłącznie rząd Francji.

Podsumowując: NTSB i Redmond tak naprawdę nic nie badały, tylko w Redmond odczytano to, co im Moskwa przysłała. I tylko tyle, bo tyle im kazano, ani linijki więcej (choć mieli na to ochotę powiadamiając o duzej ilości danych- cyt.:“ Duża ilość surowych danych. Możemy przedstawić inne parametry w postaci czytelnej dła człowieka, jesli będzie potrzebne w śledztwie“), a z własnej inicjatywy nic robić nie mogą. Oczywiście, bez wątpienia wiedzą o wszystkim, co się wydarzyło, ale wiedza jest rzeczą zbyt cenną, by się nią niepotrzebnie chwalić.


Powtórzmy jeszcze raz: wszystkie informacje o Smoleńsku w amerykażskiej NTSB pochodzą od MAK (i jest to w raporcie czytelnie zaznaczone). Dotyczy to w szczególności godziny zdarzenia 6.56 UTC.
W związku z powyższym dywagacje o rzekomych badaniach NTSB, wzywanie ich do takowych poprzez naszych parlamentarzystów jest dziecinnym nieporozumieniem. Nie jest natomiast zabawna akcja propagandowa wokół "badań NTSB". NTSB nie zrobił nic w tej sprawie i - co więcej - nic zrobić nie może, a gen. Anodina to sprawnie wykorzystała. Pomimo „świetnej współpracy“z Rosjanami nadal nawet nie wiemy, o której godzinie wydarzyła się katastrofa. Ani, dlaczego. Ani- gdzie. Ani tym bardziej- czy w ogóle.



Ze strony NTSB:
http://www.ntsb.gov/aviationquery/brief2.aspx?
ev_id=20100429X00503&ntsbno=ENG10RA025&akey=1%20ENG10RA025


24.12.2011

Czym prędzej się wybierajcie, Do Betlejem pospieszajcie!


Czym prędzej się wybierajcie, Do Betlejem pospieszajcie!




Przyjaciołom, Czytelnikom - towarzyszom drogi
serdeczne życzenia
godnych Świąt Bożego Narodzenia


18.12.2011

Wesołych Swiąt Bożego Narodzenia! Precz z "season's greetings"!


Wesołych Swiąt Bożego Narodzenia! Precz z "season's greetings"!

 Trzecia niedziela Adwentu przypomina o tym, że czas przedświątecznej krzątaniny zaczyna pędzić szybciej. Za szybko. Za tydzień Swieta Bozego Narodzenia. Skrzynki emailowe wypełniają się życzeniami od przyjaciół, firm i instytucji. (Tragedia elektronicznego savoir-viwru to życzenia wysłane „z rozdzielnika“ - te same, standardowe, byle jakie, wysłane do kilkunastu osób jednoczesnie.) Listonosz zaczyna przynosić codziennie świąteczne kartki. Nie wolno już zwlekać- najwyższy czas, aby samemu usiąść i wreszcie spełnić kartkowy obowiązek. Może w tym roku zdążę?

Wsród otrzymanych via internet czy też pocztą ślimaczą coraz częściej zdarzają sią tzw. : Season's Greetings“. Do niedawna takie życzenia przychodziły – nie nie, nie z ZSRR, tylko z neo-ZSRR czyli Stanów Zjednoczonych. W tym roku po raz pierwszy „Seasons's greetings“ otrzymałam z Polski. Sezonowe pozdrowienia. Co za przykrość! W USA i Wielkiej Brytanii od lat w adwencie prowadzony jest zmasowany atak przeciwko chrześcijaństwu i jego najatrakcyjniejszemu swietu. W „Rzepie“ przeczytałam właśnie, jak to znowu, jak co roku przed świętami, wybuchł spór o miejsce Bożego Narodzenia w życiu publicznym
Cytuję: „Tym razem kontrowersje na cały kraj wywołała szkoła podstawowa w miasteczku Paragould w stanie Arkansas, gdzie na ścianach zawisła wycinanka przedstawiająca narodzenie Jezusa.
Zrobiona przez dzieci scenka, pod którą znalazł się napis: "Happy Birthday, Jesus", przyciągnęła uwagę aktywistów lokalnego oddziału ACLU (Amerykańskiej Unii na rzecz Swobód Obywatelskich), organizacji tropiącej przejawy łamania konstytucyjnej zasady rozdziału Kościoła od państwa. Według nich wystawienie żłóbka obraża niewierzących i niechrześcijan. – To złamanie pierwszej poprawki do konstytucji, która mówi, że nie można obrażać mniejszości i należy chronić jej prawo do wyznawania jakiejkolwiek religii, niezależnie jak mała miałaby być ta mniejszość – mówiła lokalnej telewizji Rita Sklar, szefowa ACLU w Arkansas.
Po proteście organizacji Jerry Noble, kurator oświaty dystryktu szkolnego Paragould, nakazał zdjęcie wycinanki, nie chcąc narażać szkoły na kosztowne procesy. Ale kiedy zaprotestowali mieszkańcy, a grupa prawników zaoferowała wsparcie w razie ewentualnego procesu, Noble, zdeklarowany chrześcijanin, szybko zmienił decyzję. – Obraziliśmy dużo więcej ludzi tym, że zdjęliśmy wystawę, niż tym, że ją powiesiliśmy. W końcu to są urodziny Jezusa. Nikt nie powinien być urażony taką sceną – mówił w telewizji Fox News Noble.“
Chrześcijanie w USA budzą się, organizują się  i przechodzą do kontrataku. Katolicka Polska znajduje się znowu daleko za Murzynami. Dlatego zamieszczam poniżej adwentowo-świąteczną piosenkę-program walki o nieograniczone żadnymi politycznie zafałszowanymi „poprawnymi“ konwenansami prawa do naszego chrześcijańskiego święta. Nie porzucajmy go na żer „świątyń handlu“, a jeśli już wchodzimy do sklepu, to tylko takiego, gdzie życzy się klientom „Wesołych Swiąt Bożego Narodzenia“, a nie żadnych głupkowatych „Season's Greetings“. Wbrew pozorom nie jest to temat stricte religijny, tylko jak najbardziej polityczny. Bo Chrystus nam się znowu rodzi. Alleluja!
Wszystkim moim Czytelnikom życzę Wesołych Swiąt Bożego Narodzenia!

Rozpowszechnianie piosenki mile widziane! ;-) Skomponowanie własnej, polskiej - jeszcze bardziej pożądane!

13.09.2011

911- Zagadka lotu 93 UA Newark-Shanskville


Dane wyjściowe
W pogodny ranek, środę 11 września z lotniska Newark koło Nowego Jorku o godz. 8:46 wzbił się samolot Boeing 757, lot nr 093 do San Francisco. Mający planowo wylecieć o godz.8:01. Na pokładzie znajdowało się – co samo w sobie jest bardzo dziwne jak na Amerykę - zaledwie 26 pasażerów, w tym podobno czterech arabskich porywaczy i 7 osób załogi. Jak się niedługo potem okazało, miał to być ostatni lot tej maszyny.
Na podanej później podanej przez CNN do publicznej wiadomości liście pasażerów nie ma ani jednego arabskiego nazwiska. Wśród pasażerów znajowało się tylko dwóch obcokrajowców – handlarz win z Niemiec i 20-letni Japończyk.
 
Akcja
W pewnym momencie, a musiała to być – zakładajmy najwcześniej -godzina 8:55 pasażerowie dzwoniąc z umieszczonych w oparciach siedzeń telefonów pokładowych, tzw. Airphones dowiedzieli się o uderzeniu samolotu w Wieżę Północną WTC (uderzenie miało podobno nastąpić o godz.8:46, a stacja telewizyjna CNN rozpoczęła nadawanie raportu na ten temat o godz.8:48'56'' nie dysponując jeszcze żadnym obrazem, bo nie było żadnej kamery w tamtym rejonie), następnie kilkanaście minut później o uderzeniu w Wieżę Południową oraz w Pentagon. Wszystko to trwało jakiś czas. Samolot UA 093 podobno cały czas leciał. O godzinie 9:01 United Airlines powiadomiło wszystkich swoich pilotów znajdujących się na trasie o możliwości uprowadzenia samolotu i konieczności zamknięcia drzwi od kokpitu. Piloci lotu UA 93 potwierdzili odbiór informacji.
Atak
Jakiś czas potem 4 arabskich terrorystów przebranych za pasażerów niespiesznie zawładnęło samolotem. Co chcieli osiągnąć i dokąd polecieć, nie wiadomo. Podobno próbowali zawrócić do Nowego Jorku. W każdym razie – według słów stewardessy Sandy Bradshow skierowanych via Airphone do swego męża, gorąco namawiali pozostałych pasażerów, by ci dzwonili do rodzin i dokądkolwiek. Słynne są te rozmowy z telefonów na kartę kredytową i były wszędzie cytowane. I tak np. Thomas Burnett, 38-letni szef firmy medycznej dzwonił do swojej żony Deeny stojącej w kuchni i oglądającej reportaż o uderzeniu 2 samolotu w WTC, aż 4 razy („nie, ja jestem OK, siedzę w uprowadzonym samolocie, oni zadźgali tu jednego i mają bombę“) za trzecim razem próbował wyciągnąć od żony więcej informacji o wydarzeniach w Nowym Jorku. Niejaki Todd Beamer, 32 letni pracownik firmy telefonicznej GTE powiedział przez telefon swojemu szefowi słynne słowa „Jesteście gotowi, chłopcy? Let's roll“,przedtem się jeszcze pomodliwszy. Od godz.10:01 voice-recorder w kokpicie zarejestrował tylko przekleństwa i krzyki po angielsku (dlaczego także nie po arabsku?) i hałasy jakiejś walki.
Upadek
Krótko po godz.10:00 (10:06?)samolot spadł w okolicy Shanksville, małej mieściny (większej wiosce)z dwoma setkami kominów położonej na nawiększym wzgórzu Pensylwanii 80 km na wschód od Pittsburga i oddalonej od lotniska Newark o niecałe 327 km (200 mil). Według jednych samolot spadał szybko potrząsając skrzydłami na prawo i lewo, bujając się tak i siak, by w końcu wgryźć się dziobem w ziemię na głębokość 10 metrów. Zdjęcia krateru wklejam za Wikipedią.
Ponieważ inni świadkowie widzieli w pobliżu jakiś inny samolot, Condolezza Rice wyjaśniała potem, że w międzyczasie przybył na ratunek myśliwiec, który miał przejąć kontrolę i otrzymał nawet od Prezydenta Busha prawo do zestrzelenia samolotu pasażerskiego UA 93, by w ten sposób uratować porwanych (???), ale niestety, nie zdążył.
W każdym razie Boeing 757 lecący ze średnią szybkością 700 km na godzinę potrzebował prawie półtorej godziny, by spaść w pobliżu oddalonej o 327 km Shanksville. Czy trzeba jeszcze cokolwiek więcej dodawać?

Śledztwo
Miejsce upadku zostało natychmiast ogrodzone. Resztki samolotu zbierało FBI i NTSB podobno aż 2 tygodnie. Najcięższy element silnika ważył tonę. Wszystko zostało rzekomo zwrócone właścicielowi samolotu , w tym wypadku USAIG (United States Aircfraft Insurance Group), który ponoć posiada resztki do dziś.
Wallace Miller, patolog przybyły z Somerset County na miejsce katastrofy był zaskoczony. „Części samolotu były nieidentyfikowalne“ – powiedział do kamer stacji The Pittsburgh Channel. Jeśli chodzi o zwłoki ofiar , stwierdził: „ Po 20 minutach musiałem zawiesić moje czynności, ponieważ nie było tam w ogóle żadnych zwłok“.
Po kilku dniach okazało się, że jednak co nieco udało się znaleźć. Według słów Wallaca Millera z uprzednich 3,5 ton włącznie z wagą ofiar oraz bagażu udało się odnaleźć 270 kilogramów, czyli 7,7 procent. Z 270 kilogramów można było przyporządkować tylko 110 kilogramów konkretnym osobom, tzn. zidentyfikować praktycznie dwie osoby, czyli 3,1 procent.
Kiedy na miejsce katastrofy przybyła 6 dni później Lisa Beamer, żona wspomnianego wyżej Todda Beamera, opisała swoje wrażenia w następujący sposób:
„ Gdy przybyliśmy na miejsce byłam zaskoczona, jak zwyczajnie ono wyglądało. Strażnicy nie dopuścili nas w pobliże miejsca upadku samolotu, ale zadali sobie dużo trudu, by je nam opisać i odpowiedzieć na nasze pytania, w jaki sposób maszyna upadła na ziemię. Miejsce upadku miało kolor popiołu i wyglądało, jak wielki, rozdęty krzyż w ziemi. Nie widziałam nigdzie ani jednego najmniejszego choćby kawałka samolotu. Urzędnicy powiedzieli nam, że znaleźli kilka części samiolotu, jeden większy kawałek w pobliskim stawie i kilka małych fragmentów wielkości notatnika. Poza tym samolot rozpadł się doszczętnie. Niewielkie kawałki sterczały w niektórych drzewach wokół pola. Ponad 400 pomocników przeczesało teren w poszukiwaniu jakichkolwiek części mogących pomów w identyfikacji ofiar. Jednak znaleziono niewiele. Z powodu planowanej budowy podłoże było tu bardziej miękkie, aniżeli w okolicy. Maszyna wpadła w ziemię jak łyżeczka w filiżankę kawy: łyżeczka wypchnęła nieco kawy i kawa zamknęła się z powrotem wokół łyżeczki tak, jakby nic nigdy nie zakłóciło powierzchni. Cokolwiek zostało po Locie 093 zległo głęboko w ziemi.“
Równie ciekawie wyglądają raporty dotyczące identyfikacji zwłok. Na dwudziestu stronach przedstawieni są detalicznie identyfikatorzy – lekarze i urzędnicy. Co do samych ofiar dowiedzieć się można bardzo niewiele. Nie rozróżniono nawet pasażerów, załogi i napastników, nie przyporządkowano znalezionych części zwłok do konkretnych osób.
Wydawałoby się, że w odtworzeniu przebiegu wydarzeń 11 Września można było liczyć przynajmniej na tak obiektywne urządzenia, jak czarne skrzynki czy CVR (cockipit-voice-recorder). Nic z tych rzeczy. Okazało się, że czarne skrzynki i CVR z samolotów, mających rzekomo uderzyć w WTC nie zostały odnalezione (stopiły się?) pomimo, że pomimo implozji obu wież znaleziono tony nieuszkodzonych i bynajmniej w żaden sposób nie zabezpieczonych komputerów. Natomiast czarne skrzynki“ i CVR z lotu 093 zostały tak dalece uszkodzone, że nie miżna było odczytać żadnych danych.
„Pewne źródło z kręgów NTSB (National Transportation Safety Board), które chce pozostać anonimowe, poinformowało nas, że NTSB nie zdołało przeanalizować żadnych danych w znalezionych czarnych skrzynkach i CVR z lotów American Airlines 77(uderzył w Pentagon) oraz United Aitlines 93 (Shanksville)“ naoisał dziennikarz Tom Flocco. Wspomniane źródło dodało, że FBI zajęło czarne skrzynki i CVR i przekazało do swoich laboratoriów w Quantico (Virginia). Aby zapewnić bezwzglądną kontrolę, badania zostały przeprowadzone wyłącznie przez pracowników FBI. Jest to o tyle zdumiewające, że – jak podaje w swojej książce badający tę sprawę Gerhard Wiśnewski- CVR zazwyczaj badany jest przez komisję składającą się z przedstawicieli urzędów kontrolnych transportu i lotnictwa, zainteresowanych firm lotniczych, stowarzyszenia pilotów oraz producentów rzeczonych samolotów oraz producentów silników. Protokół z zapisu CVR jest następnie przedstawiany publicznie podczas wysłuchania przed specjalnie powołaną komisją.
Poza tym na miejscu wypadku lotniczego – jak podaje w swojej książce (str.193) Gerhard Wisnewski - słowo nadrzędne ma nie FBI, lecz NTSB. Kto zajrzałby do bazy danych na temat wypadków lotniczych w USA (www.ntsb.gov) we wrześniu 2001, mógłby stwierdzić, że w miesiącu tym miały miejsce 140 wypadki lotnicze w USA i 120 śledztw zakończone zostały dokładneymi raportami. Tylko 20 wypadków posiadało zaledwie skrótowy raport wstępny (preliminary), w tym wszystkie cztery „katastrofy“ z 11 września. I nawet jeśli wstępne raporty szesnastu z owych 20 liczą po wiele stron, to pozostałe cztery dotyczące „atatków terrorystycznych“ zawierają tylko kilka oszczędnych linijek. Nie podano ani przyczyn zniszczenia maszyn, ani nawet czasu. We wszystkich przypadkach jednak znajduje się informacja, że „NTSB wspiera śledztwo FBI“.
Prawem chwili było milczenie urzędów i firm lotniczych. Rodziny mogły posłuchać zapisów czarnych skrzynek pod warunkiem podpisania zobowiązania do milczenia i przy zakazie robienia jakichkolwiek notatek. Poza tym czarna skrzynka Lotu 93 doznała swoistego „blackoutu“ na kilka minut przed powteirdzonym przez sejsmologów uderzeniu w ziemię.
Faktem jest, że rzekomy atak arabskich pasażerów lotu 93 na kokpit i przejęcie sterów nie zostało zarejestrowane przez CVR. Zawołanie „Let's roll“ nad którego sensem czy raczej bezsensem zastanawiali się komentatorzy unoszący się nad bohaterstwem pasażerów, którzy rzekomo mieli/chcieli obezwaładnić arabskich terrorystów stało się wkrótce potem hasłem do wojny, jaką USA wydały ...Afganistanowi i Irakowi czyli tzw. Osi Zła. Zastanawiające tym bardziej, że wśród osób przedsatwianych w mediach jako terroryści nei było ani Afgańczyków, ani Irakijczyków.
„There was no plane“

Nie tylko emerytowany burmistrz miasteczka Shanskville, Ernie Stull, ale jeszcze paru innych świadków głośnego wybuchu miało mniejsze i większe problemy z powodu sensownego oddzielenia własnych obserwacji od rozpętanej w kilka chwil po „uderzeniu samolotu w WTC“ medialnej histerii. Ernie Stull przyznał badającemu przypadek Shanksville w 2003 roku Gerhardowi Wisnewskiemu jednoznacznie: „Tam nie było żadnego samolotu“. Wszystko, co zaobserwowali świadkowie, którzy znali się co nieco na technice wojskowej i samolotowej, to był skrzydlaty samosterujący pocisk BM109 z napędem odrzutowym. Ernie Stull w 2003 i inni świadkowie opowiadali do kamery niemieckiej stacji WDR o katastrofie bez katastrofy, o złomie w sztucznie wykopanym kraterze, o braku zwłok, o twarzy kobiety, która otrzymała resztki swego męża w małym pudełku, po którego otwarciu nie miała czego identyfikować...

„Właściwa“ pamięć
W pobliżu „krateru“ opodal Shanksville władze błyskawicznie kazały wybetonować miejsce dla uczczenia „ofiar. Na betonowej ścianie odwiedzający zostawiali proporczyki, plakietki, odznaki, pluszowe misie i świeczki. Jakieś półtora roku temu władze miasteczka postawiły w tym miejscu prawdziwy pomnik. Pod tym linkiem można go sobie obejrzec:www.9-11memorialgarden.org/
 
______________________________
Cytaty pochodzą z książki Gerharda Wisnewskiego: Operation 911. Tłumaczenie własne.