16.09.2013

Koszerne ubijanie prof. Chodakiewicza

W końcu lipca br,w czas najgorszych upałów w środkowej Europie i środkowych stanach Ameryki Północnejprzez nieliczne media w Polsce i w USA przemknęła się informacja, którą mało kto zauważył: oto z jakiejś konferencji dla polonijnej młodzieży wyproszono uprzednio zaproszonego na nią profesora Marka Chodakiewicza. W tym czasie między Polską a Izraelem trwała burza z wyładowaniami w eterze na temat uchwalonego przez Sejm zakazu koszernego uboju zwierząt. Okazało się nagle, że od dziesięcioleci egzystencja Izraelczyków, szczególnie tych najbardziej mięsożernych, bo z izraelskiej armii zależy od know-how polskich rzezaków i wysokowartościowych protein polskich krów. Kogomiałabyobchodzić jakaś lokalna impreza w  dla polonijnej, nawet nie polskojęzycznej młodzieży i jakiś profesor historii, któremu nie dane będzie wygłosić do tej młodzieży wykładu? Burza w szklance wody?I to w dodatku sprzed dwóch miesięcy?

Tymczasem to drobne, na pozór tylko towarzyskie wydarzenie jest kolejną przegraną potyczką w toczącej się ponad głowami Polaków batalii o ich przyszłość, oraz, co mało kto zdaje się dostrzegać- aktem wyraziście symbolicznym. Z perspektywy czasu widać to dokładnie.
Przypomnijmy sam fakt: oto od kilku lat w czasie wakacji na Central Connecticut State University (CCSU) odbywa się szlachetna z założenia impreza- ponadorganizacyjne, apolityczne forum młodej Polonii pod nazwą, której żadnemu Polakowi tłumaczyć nie trzeba: „Quo vadis?”. Dzieci i wnuki Polaków wypędzonych z Polski w różnym czasie i okolicznościach przez urzędujące reżymy otrzymują wspaniałą możliwość, aby przez parę dni spotkać się, poznać się, podyskutować o przeszłości i usłyszeć parę wskazówek i krzepiących słów na przyszłość. Podobne spotkania odbywają się w Australii i Kanadzie. Prof. Marek Chodakiewicz miał wygłosić odczyt na temat świadomości narodowej Polaków („Meaning of Polish identity”). Był jednym z kilkunastu panelistów, wśród których niewątpliwie był osobistością i osobowością najbardziej rozpoznawalną. Prof. Chodakiewicz został zaproszony nie tylko ze względu na swoje dokonania na niwie najnowszej historii, ale również dlatego, że jego własna droga życiowa – młodego emigranta , który potrafił ciężką pracą i zaangażowaniem zająć ważne miejsce w amerykańskiej nauce jednocześnie nie tracąc własnych korzeni – dobitnie dowodzi, że sukces w najtrudnieszych nawet obszarach społecznej stratyfikacji jest dla cudzoziemca możliwy.
Jednak okazało się, że nie wystarczy uznanie i akceptacja przez Amerykanów. Dokładnie tak samo, jak to było za czasów komuny – w sprawach Polonii decydujący głos ma ….rząd polski.
Do profesora Chodakiewiczawystosowano zaproszeniew piątek 12 lipca. Jednakjużw środę 17 lipca po burzliwej sesji komitetu organizacyjnego konferencji decyzję zmienionoi na żądanie pani konsul Juńczyk-Ziomeckiej ….profesora wyproszono. Podczas owej burzliwej sesji pani konsul twierdziła, żenaukowiec ten.... nie jest kompetentny.Najwidoczniej musiała przedstawić współorganizatorom argumenty nie do podważenia, skoro uznali oni, że wykształconyw USA, z doktoratem z Columbia University autor kilkunastu książek po polsku i angielsku jak również kilkuset artykułów naukowych i kilku tysięcy felietonówi niepodważalny autorytet w polskiej historii najnowszejnie jest kompetentny, aby mówić polonijnej młodzieży o tożsamości narodowej. Sekundował jej reprezentujący gospodarzy prof.Mieczysław Biskupski z Central Connecticut State University (CCSU), którego nazwisko tym samym weszło do polskiej rzeczywistości medialnej. Zbędne, bo oczywiste są w tym miejscu jakiekolwiek refleksje o pogwałceniu prawa do wolnego głosu instytucji akademickiej, w dodatku obcej. Co ciekawe, konsul Juńczyk-Ziomecka(tak, ta od hołdu lennego wobecB'nai B'rithw Warszawie w 2007r.)miała dowodzić, że zaproszenie tego historyka w danej chwili jest niemożliwe ze względu na toczące się pomiędzy rządempolskimi izraelskim kontrowersje dotyczące decyzji Sejmu zakazującej ….uboju rytualnego. Czyżby konsul Juńczyk-Ziomecka miała sugerować,że rząd Izraela czułby się urażony, gdyby prof. Chodakiewicz mówił przez pól godziny do młodzieży polskiej goszczącej w Connecticut o znaczeniu polskiej tożsamości z zemsty za decyzję Sejmu w sprawie koszernego uboju polskich krów dla izraelskiej armii? Tak przynajmniej zrozumieli to inni organizatorzy .Późniejsze pisemne, jeszcze bardziej pokrętne wyjaśnienia pani konsul nie tylko niczego nie wyjaśniły, ale dały asumpt do zastanowienia się, jak dalece urzędnik utrzymywany za pieniądze polskich podatników potrafi im szkodzić. Bo, że jest to działalność dla Polaków szkodliwa, co do tego nie może być już żadnych wątpliwości. Argumentacja, a choćby nawet tylko sugestia,jaką zaprezentowała pani konsul zasługuje na pilne odwołanie dyplomaty i obligatoryjne przebadanie go przez odpowiednich specjalistów na poczytalność. Nic takiego się jednak nie stało. Pani konsul nadal –jakby nigdy nic -sprawuje swoje obowiązki w USA,co wymownie świadczy o tradycyjnych celach i zadaniach polskiej rządowej dyplomacji w środowiskach polonijnych.
Oczywiście, konferencja „Quo vadis” się odbyła, zaproszona młodzież niczego nie zauważyła i miejmy nadzieję, że było jej obojętne, co jej mówi ambasador Ryszard Sznepf, dyrektor fundacji „Szalom”, syn KPP-owca, a później, po wojnie, pułkownika informacji wojskowej Maksymiliana Sznepfa, współodpowiedzialnego za prześladowania Polaków w ich ojczyźnie, bo przecież nie o swojej tożsamości i działalności opowiadał, choć doprowadziły go do spektakularnego zawodowego sukcesu w "wolnej Polsce".
Ambasador R.Sznepf w otoczeniu uczestników konferencji Quo vadis pt."Motywować, edukować & inspirować" 2-4 sierpnia 2013.
Ambasador Sznepf swoje „dyplomatyczne” szlify zdobywał – jak dobrze pamiętamy – w Urugwaju z zaangażowaniem i pasją zwalczający Prezesa USOPAŁ Jana Kobylańskiego . Wszystko razem – cały antypolski puzzle - ściśle ze sobą przylega i nawzajem się uzupełnia. I naturalnie, smutne, że pomimo tylu lat doświadczeń Polonia nadal daje sobą poniewierać przez manichejskie zagrywki z Warszawy. Jednak pomyłką byłoby sądzić, że był to tylko towarzyski wybryk . Przeciwnie. O tym, że toczy się batalia o Historię wiemy. Mówiło i mówi o tym wybitne grono nie tylko historyków, z prof. Markiem Chodakiewiczem włącznie, ale autorytetów z wszelkich dziedzin. Często wskazuje na ten fakt ks. prof. Waldemar Chrostowski. „Kto zna przeszłość, ten ma klucze do przyszłości”- ta znana prawda ma szczególne znaczenie w naszym kraju., gdzie Historia domaga się napisania od nowa i gdzie historyków wychylających głowę z bajora czerwonego Kłamstwa niszczy się programowo, a nawet fizycznie, szczególnie, gdy tkną tematu tabu – przestępstw żydokomuny wobec Polaków . Tu należy przypomnieć nazwisko śp. Dariusza Ratajczaka.
Prof. Chodakiewicz posiada luksus niezależności i chętnie z niego korzysta wygłaszając opinie, które przysparzają mu wdzięcznych słuchaczy i czytelników na prawicy, a wrogów na lewicy. Nic dziwnego, że w r.2008 znalazł się na czołowym miejscu na proskrybcyjnej „Liście Michnika”, na której nota bene znaleźli się wszyscy wybitni polscy historycy. Jednak sekowanie Chodakiewicza ma dłuższą historię, i – jak widzimy z ostatniego, wyżej opisanego przykładu – ma wymiar międzynarodowy, żeby nie powiedzieć – międzykontynentalny. Pisał o tym w nr 19/20 „Glaukopisu” już w r. 2010 inny amerykański historyk polskiego pochodzenia – John Radziłowski. Intryganci nazwani są tam po imieniu, a kulisy ich działań są oczywiste- chodzi o propagandową dominację „prawd” historycznych ogłaszanych w kolejnych pseudo-historycznych publikacjach przez socjologa Jana Tomasza Grossa. Kto za nim stoi i czyje interesy – nikomu nie trzeba tłumaczyć. Jednak byłoby skandalicznym nadużyciem posługiwać się argumentacją, której użyła polska konsul Juńczyk-Ziomecka w lipcu tego roku – że prof. Chodakiewicz jest uważany za kontrowersyjnego przez polskie MSZ . W związku z tym – dopowiedzmy myśl pani Juńczyk-Ziomeckiej – należy profesora Chodakiewicza spacyfikować, odebrać mu głos, a przede wszystkim wpływ na młodzież. Tylko tak można uchronić stosunki polsko-izraelskie przed szkodą... Nie wiem, czy pani Juńczyk-Ziomecka jest przy okazji również honorowym konsulem Izraela w USA, czy może tylko społecznym aktywistąhasbary. Może aktywistą hasbary jest sam minister Sikorski i wyproszenie prof. Chodakiewicza odbyło się na jego żądanie, kto – prócz niego to wie? Lecz jestem najgłębiej przekonana, że państwo Izrael jest mieszane do tego geszeftu bez swojej woli i wiedzy.
To potomkowie żydokomuny, którzy przejęli spadek po swoich ojcach i dziadkach, mordercach naszych ojców i dziadków, są żywotnie zainteresowani utrzymaniem swoich wpływów w Polsce. Ci, którzy są na miejscu i ci, którzy wracają po latach dyskredytowania Polski i Polaków we wszelki możliwy sposób, nagradzani są przywróceniem im polskiego obywatelstwa i wszelkich beneficjów. A ponieważ znany i dzięki m.in. wydawanemu także po polsku profesorowi Kevinowi McDonaldowi naukowo dobrze udokumentowany jest destrukcyjny potencjał żydowskiej mniejszości wynikający z ich w pierwszej kolejności antychrześcijańskiej postawy, oczywiste jest, że ktoś, kto publicznie wypowiada takie słowa, jak prof. Chodakiewicz w czerwcu tego roku w Polsce o zagładzie polskich elit, ten liczyć się musi z plemienną zemstą:
„Żeby Kwaśniewski mógł brylować, czy żeby Michnik mógł być uważany za geniusza, trzeba było najpierw Katynia, Kołymy. Palmir, Auschwitz – rzezi polskich elit. Bo na bezrybiu i rak ryba. Pozostałe niedobitki zostały zniszczone. Co się stało z plejadą polskich profesorów, którym udało się przeżyć wojnę? Prof. Koneczny został wyrzucony z Uniwersytetu Jagiellońskiego.(Umarł z głodu- przyp. JMW)Podobny los spotkał prof. Konopczyńskiego, prof. Taylora na Uniwersytecie Poznańskim, prof. Kasznicę. Przypomnijmy profesora prawa Karola Pospieszalskiego, wybitnego znawcę zbrodni niemieckich.(W 1966 r. za nie przyłączenie się do rozpętanej przez PZPR nagonki na biskupów polskich,którzybyliautorami listu do biskupów niemieckich, został wyrzucony z Instytutu Zachodniego. Mimo że nadal pracował na UAM, nie miał już szans na karierę naukową- przyp.JMW),któremu komuniści w całej powojennej uniwersyteckiej pracy tylko raz i to przez omyłkę, pozwolili wydać jednä książkę. Długo moglibyśmy wymieniać.... Natomiast na ich miejsce wpychała się chamokomuna i ludzie proweniencji etnicznej, których prof. Śpiewak nazywa żydokomuną. I to była wymiana elit. Na miejsce polskich elit wchodzili prymusi selekcji negatywnej, ludzie, którzy w wolnej Polsce paśli by krowy. Z dnia na dzień stali się oni autorytetami, nagle zaczęli wykładać na uniwersytetach. I na tym polega polska tragedia.„
Prof. Chodakiewicz w maju 2013 w Krakowie (z prof. Nowakiem)
Profesor Chodakiewicz nie jest wyjątkiem, choć ze względu na jego międzynarodowy zakres oddziaływania, jest obiektem szczególnej nienawiści. Cały szereg polskich wybitnych historyków z prof. Nowakiem i Żarynem na czele stoi pod obstrzałem. Do tego dochodzą socjologowie , filozofowie, naukowcy z wszelkich dziedzin. O artystach nie wspominając. Ci, którzy w jakikolwiek sposób mają dostęp do nielicznych otwartych na ten problem mediów – mówią o tym od czasu do czasu. Ci, którzy nie mają – cierpią w milczeniu. Traci jednak na tym – Polska. I to przy jednoczesnym świadomym procesie ogłupiania mas i odbierania narodowi tożsamości. (Znamienne- taki był właśnie temat niedoszłego wykładu prof. Chodakiewicza na konferencji „Quo vadis?”- O znaczeniupolskiejtożsamości)
Czy Polacy w tej bezpardonowej batalii stoją na z góry przegranych pozycjach? Jasne jest, że celuje się do pojedynczych osób i jak w szachach –figury te są jedna po drugiej utrącane. Wzorem NKWD-owskich i gestapowskich metod niszczone są odradzające się polskie elity. Będzie się tak działo, dopóki nie odwrócimy biegu zatrutych strzał.Najwyższy czas, aby wszyscy ci ludzie Dobrej Woli i Prawa Bożego, którzy mają jakikolwiek wpływ na świadomość społeczną zawiązali szeroką Koalicję Ducha. Nie trzeba do tego bębnów ani fanfar. Nie trzeba zjazdów, konferencji i wielkich słów. Wystarczy „niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie”. Nie głucha cisza nad kolejną utrąconą ofiarą z „Listy Michnika”, lecz głośny, wspólnymoralny ostracyzmmusi być odpowiedzią.Inaczej kolejne wschodzące pokolenia Polaków będą koszone przez bezwzględnego przeciwnika.
_____________
Prof. Marek Jan Chodakiewicz (ur. 15 lipca 1962 r. w Warszawie) – polski historyk, amerykański profesor, specjalizujący się w badaniu stosunków polsko-żydowskich oraz tematyki holokaustu. Od 2003 r. jest profesorem historii w Instytucie Polityki Międzynarodowej w Waszyngtonie. W kwietniu 2005 r. został przez prezydenta Busha powołany do amerykańskiej Rady Pamięci Holokaustu. Od 2008 jest kierownikiem Katedry Studiów Polskich im. Tadeusza Kościuszki (The Kosciuszko Chair of Polish Studies) w Waszyngtonie.
 
 

26.03.2012

A.Seremet - zawiadomienie o popełnieniu zabójstwa w 97 przypadkach


Drodzy Czytelnicy,
Szanowni Państwo
pismo poniższej treści zaopatrzone w moje dane kontaktowe wysłałam właśnie do prokuratora generalnego, Andrzeja Seremeta i apeluję, aby każdy z Państwa zrobił to samo. Pismo wysłać można listem poleconym, faxem lub nawet emailem. Każdy obywatel RP, niezależnie od miejsca zamieszkania jest do takiego działania wręcz zobowiązany zgodnie z art. 240 kpk.
Możemy nadać sprawie wyjaśniania naszej Tragedii z 10 Kwietnia nowy bieg!
______________________________________________________________________________
                                                                                           Imię i nazwisko
                                        Adres zameldowania
                                        Adres do korespondencji(jeśli inny)                                                                                


                                        Miejscowość; data

Pan
Andrzej Seremet
Prokurator Generalny RP
ul. Barska 28/30
02-315 Warszawa
Listem poleconym lub
Fax nr:+4822 3189801
lub

Dot.:Zawiadomienie o przestępstwie uśmiercenia członków oficjalnej polskiej delegacji do Katynia w dn.10.04.2010 i wniosek o ściganie karne


Niniejszym,

wychodząc z dyspozycji art. 240 § 1 kk inawiązując do treści informacji w mediach od lekarzy biegłych medycyny sądowej powołanychprzez Prokuraturę w sprawie dokonania oględzin i sekcji sądowo-medycznej ciał ofiar zdarzenia z dnia 10.04.2010 r., którzy uznali dokonujac w toku zleconych czynności oceny stanu i rodzaju obrażeń narządów wewnętrznych ekshumowanych ciał śp.J.Kurtyki i śp.P. Gosiewskiego, iż nie można określić zarówno czasu zdarzenia, okoliczności określających przebieg zdarzenia, jak również przyczyn śmierci osób na przykładzie badanych ciał, wystepuję z zawiadomieniem o uzasadnionym podejrzeniu zaistnienia w dniu 10.04.2010 r. przestępstwa pozbawienia życia 97 osób, członków oficjalnej delegacji reprezentujących Państwo Polskie, udających się na uroczystości państwowe w celu upamiętnienia rocznicy zbrodni w Katyniu k. Smoleńska.

Składając na ręce Prokuratora Generalnego RP zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu zaistnienia  przestępstwa z art. 134 kk, art. 148 § 2 pkt 3 kk w zw. z art. 258 § 1 i § 3 kk w stosunku do co najmniej 97 osób, wnoszę o podjęcie niezwłocznie czynności procesowych umożliwiających ściganie karne i doprowadzenie do skazania osób, wobec których uzasadnionym może okazać się zarzut działania przestępczego o cechach opisanych w przywołanych przepisach karnych.

Uzasadnienie

W artykułach zamieszczonych w polskich mediach (prasa, radio, telewizja) w dn.22.03.2012 r.i potem, na podstawie informacji od biegłych lekarzy z zakresu medycyny sądowej, powołanych postanowieniem Prokuratury Wojskowej w Warszawie w uzgodnieniu z Naczelnym Prokuratorem Wojskowym i Prokuratorem Generalnym RP podkreślono, iż w świetlemateriału dowodowego, który wraz z ciałami ofiar udostępniono biegłym na czas dokonania oględzin ciał i przeprowadzenia sekcji sądowo-medycznej, nie można ustalić przyczyn śmierci co najmniej w dwóch przypadkach ofiar zdarzenia z dnia 10.04.2010 r., jak również nie można ustalić przebiegu samego zdarzenia, wskazania czasu wystąpienia i cech charakterystycznych prowadzacych bezpośrednio do utraty życia wskutek katastrofy samolotowej, a zatem nie można jednoznacznie wykluczyć podejrzenia zaistnienia przestępstwa i to w postaci kwalifikowanej przez przepisy ustawy Kodeks Karny w rozumieniu art. 134 kk i art. 148 kk.
W tym stanie rzeczy, uznając, iż przysługuje mi prawo odwołania się do delegacji zawartej w przepisie art. 240 § 1 kk, wobec wystąpienia uzasadnionych watpliwości co do przyjmowanej do tej pory wersji w odniesieniu do przyczyn i przebiegu zaistnienia zdarzenia z dnia 10.04.2010 r., które nie są wynikiem ustaleń dokonywanych w myśl przepisu art. 2 § 2  ustawy kpk, a którego treść zobowiązuje wszystkie organy procesowe i reprezentujące Państwo do podejmowania rozstrzygnięć wyłącznie na podstawie prawdziwych ustaleń faktycznych, uważam, że wystąpienie z zawiadomieniem o możliwości zaistnienia przestępstwa i z żądaniem podjęcia ścigania karnego osób, które mogły dopuścić się wskazanych wyżej czynów, jest moim obywatelskim obowiązkiem.
     

Proszę o potwierdzenie daty wpływu tego zawiadomienia wraz z numerem dziennika korespondencji.

Z poważaniem

17.03.2012

Smoleńsk - Ekshumacje z amerykańskim patologiem w tle


W ostatnich dniach media przyniosły wiadomości o planowanych przez Prokuraturę Wojskową ekshumacjach śp. Stefana Melaka, ś.p.Przemysława Gosiewskiego i ś.p. Janusza Kurtyki.
Taki teatralny ruch prokuratury przewidywałam pisząc to w moim artykule:
Nie przypuszczam, aby te ekshumacje przyniosły jakieś zwrotne punkty w śledztwie dotyczącym nieumyślnego spowodowania katastrofy w komunikacji lotniczej. Ekshumacje przypuszczalnie potwierdzą, że na ciałach ofiar nie ma śladów substancji wybuchowych i będzie to z pewnością prawda. Co do tego, czy zgadza się wzrost i waga śp. P. Gosiewskiego możemy oczekiwać, że Rosjanie się pomylili, za co z całą pewnością nie przeproszą .
Przełomem byłoby niewątpliwie zarządzenie ekshumacji we WSZYSTKICH przypadkach, włącznie z sarkofagami stojącymi na Wawelu. Tym bardziej, że jak pamiętamy, pan Jarosław Kaczyński przyznał, że miał problemy w rozpoznaniu Brata .
Wyjąwszy oczywiście te nierzadkie przypadki, gdzie Krewni dali się namówić na kremację szczątków.
Niestety, ze skąpych informacji medialnych na ten temat wygląda na to, że zachodzi również sytuacja, którą opisywałam tutaj:

tzn. że najbliżsi Ofiar, w tym p. Beata Gosiewska, ani nawet – jak wiemy – prawnik i adwokat, p. Małgorzata Wassermann nie mają statusu pokrzywdzonych - oskarżycieli posiłkowych w rozumieniu art. 53 i 53 kodeksu postępowania karnego (kpk) i powinno się spytać ich pełnomocników DLACZEGO?

Oskarżyciel posiłkowyjest jednym z filarów, podmiotów postępowania karnego. Może nim być prokurator pomocniczy, ale też sam pokrzywdzony. Pokrzywdzonym jest osoba fizyczna , osoba prawna lub jednostka organizacyjna, której dobro prawne zostało bezpośrednio naruszone lub zagrożone przez przestępstwo.

Pokrzywdzony w rozumieniu kpk ma prawo odrzucić biegłego wybranego przez Prokuraturę i ma tez prawo wskazać osobę lub instytut naukowy do przeprowadzenia ekshumacji i sporządzenia opinii. Jeżeli pani Małgorzata Wasserman nie uczyniła tego w przypadku sekcji swojego ś.p. Ojca, którego doczesne szczątki wożone były 300 kilometrów z Krakowa, gdzie znajduje się najlepszy instytut patologii, do Wrocławia, to rozumiem, że nie ma ona statusu oskarżyciela posiłkowego.
Oskarżyciel posilkowy ma prawo zażądać przesłuchania biegłego, niezależnie od wydanej przez niego opinii i domagać się w myśl zasady kontradyktoryjności, bezpośredniego przesłuchania przy udziale innych wskazanych biegłych lub uznanych autorytetów w danej dziedzinie. Amerykański specjalista w zakresie medycyny sadowej (symptomatyczne, że wybrano dr Badena, ale przy talentach głównego opiekuna i doradcy tzw. Rodzin Smoleńskich, do doboru ekspertów i ten wybór nie dziwi) mógłby i powinien by na wniosek pokrzywdzonych uczestniczyć w takim przesłuchaniu, lub przeprowadzić wcześniej zadane czynności. Odrzucenie takich wniosków pokrzywdzonych jest poważnym naruszeniem prawa i prowadzi zawsze  (orzeczenia Sadu Najwyższego i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz) w nawiązaniu do art. 45 ust. 1 i art. 77 ust. 2 Konstytucji RP oraz i przede wszystkim art. 6 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności z dnia 4 listopada 1950 r. Protokół Nr. 4,7,11 i 14) do uchylenia wyroku lub postanowienia z uwagi na pozbawienie dostępu do sądu i braku rzetelnego, tj. bezstronnego, niezawisłego postępowania. No, ale żeby z tego skorzystać i na to się powołać, trzeba być pokrzywdzonym - oskarżycielem posiłkowym w śledztwie. A więc koło się zamyka.

Teraz będzie o wiośnie. Pierwsze ożywcze powiewy wiosny powodują, że podobno nawet kij od szczotki puszcza nowe pędy. Dlatego nadzieją napawałby postęp w pracach Zespołu Parlamentarnego, który to Zespół zamówił u niemieckich ekspertów w Berlinie ekspertyzę fonograficzną słynnego „filmu Koli”, inaczej „filmu 1'24” ze strzałami w drugim planie. Piszę to w trybie warunkowym, bo nadzieja wiadomo czyją jest matką. Na próżno czekać nam na konferencję prasową w tej sprawie i szumne ogłoszenie wyników tej ekspertyzy. (Ach, jak efektownie wyglądałby telemost między Wiejską a Berlinem! To byłby ewenement o wymiarze historycznym!).
Warty jest odnotowania wywiad przewodniczącego  ZP  dla portalu Stefczyk.info w sprawie ekshumacji > tutaj:
Bodaj pierwszy raz słowo „ekshumacja” przeszło przez gardło Pana Przewodniczącego. Przy czym i w tym wywiadzie nie obeszło się bez konfabulacji- np. tutaj:
"...Jeśli prokuratura nie wyrazi zgody na udział prof. Badena w ekshumacji, rodziny mają prawo do prywatnej sekcji zwłok. Decyzje w tej sprawie powinny zapadać w porozumieniu między rodzinami, a prof. Badenem. Decyzja powinna zależeć od oceny wiarygodności badań dokonanej przez rodziny. Jeśli ekshumacja zostanie uznana za wiarygodną, nie ma sensu badań powtarzać..." 
Co to za „prawo do prywatnej ekshumacji“? Albo istnieje konkretny wniosek dowodowy w nawiązaniu do zawiadomienia o przestępstwie, albo go nie ma. Tego nie zastąpią jakieś „postulaty“ i tzw. obecność. Prokurator prowadzi śledztwo, a biegły wykonuje zlecone czynności. Ocena w jaki sposób prokurator i biegły przez niego powołany „pracują“ podlega ocenie Sądu. I znowu jesteśmy przy „kole, które się zamyka“. Niestety, wiele wskazuje na to, że rodziny smoleńskie z p. M. Wassermann na ich czele zapewne nie zdają sobie z tego sprawy, że są wykorzystywane do pseudo-narracji, której zakres i czas trwania ustala – no właśnie, kto?

PS: Dla przypomnienia - pod tym linkiem znajduje się wykaz praw pokrzywdzonych:


20.02.2012

Smoleńsk? POZAMIATANE!


No i pozamiatane. Najdosłowniej. Miliony z tytułu ugody zostały wypłacone rodzinom Ofiar Katynskiej Delegacji, oświadczenia o nieroszczeniu jakichkolwiek dalszych pretensji podpisane, pełnomocnicy Rodzin  są bardzo zadowoleni z dotychczasowej współpracy z prokuraturą, prokuratorzy są bardzo zadowoleni, że Moskwa ich kolejno wzywa na świadków, bo dzięki temu będą odsuwani od dalszych prac, p. Wassermanówna stwierdziła z mocą „nigdy się nie dowiecie czy przeżyli“, więc i zwolennicy teorii spiskowych też dostali jakiś ochłap. Zespół Parlamentarny wysłuchał BORowców. Ktoś stwierdził na Salonie, że „to jest kryminał“. Szczęście w nieszczęściu – osoby odpowiedzialne „pagibły“. Słowem – pełna sielanka z 97 ofiarami w tle.
Nic dziwnego, że ukoronowanie przyszło w porę. Niezawodni reporterzy RMF powiadomili nas kilka dni temu na swoim portalu (oczywiście  „nieoficjalnie“) że: „Cywilna prokuratura zamierza zakończyć wkrótce śledztwo w sprawie przygotowań do lotów premiera i prezydenta do Smoleńska w kwietniu 2010 roku. Oprócz wiceszefa BOR, którego prokuratorzy podejrzewają o niedopełnienie obowiązków i poświadczenie nieprawdy, nikt więcej nie usłyszy zarzutów. Według informacji Romana Osicy, umorzenie pozostałych wątków śledztwa planowane jest na koniec lutego. Prokuratorzy ustalili osoby odpowiedzialne za niedopełnienie obowiązków oraz za bałagan podczas przygotowania tej wizyty.  (Teraz uwaga!) Osoby za to odpowiedzialne zginęły jednak w katastrofie.“

Co prawda, do końca kwietnia można jeszcze przeprowadzić ekshumacje, ale nawet pierwsza wnioskodawczyni, p. Gosiewska nie wykazuje aktywności w tym kierunku. Podobno Rosjanie coś przeciągają. A że  brak jest nowych wniosków ze strony pokrzywdzonych rodzin, to znak, że nie są one tym zainteresowane.
 No więc czy  nie jest pozamiatane?
Tymczasem Zespół Parlamentarny po udanym tournee jego Przewodniczącego po USA i Kanadzie obiecuje ustami tegoż dalszy lans w Brukseli. Piszę to oczywiście sarkastycznie, bo nie może to być nic innego, jak tylko lans. Nazwa „Zespół Parlamentarny d/s wyjaśnienia tragedii smoleńskiej“ brzmi poważnie, jednak nie jest to żadne ciało posiadające osobowość prawną. Toteż takie ciało nie może praktycznie występować na zewnątrz. Nie może się czegokolwiek domagać od instytucji  i organów krajowych i zagranicznych. Nie może nawet złożyć wniosku do prokuratury z tytułu art.240 kk, do czego zobowiązane są konstytucyjnie obywatele i instytucje RP . Może to zrobić natomiast osobiście pan przewodniczący i wszyscy członkowie Zespołu oraz jego „społeczni asystenci“. Czy to zrobili?  Przypuszczam, wątpię, jestem pewna, że nie. Wystarczyła im najwidoczniej przyjęta przez prokuraturę kwalifikacja „nieumyślnie spowodowanej katastrofy w ruchu komunikacyjnym“.  Tymczasem, kiedy pojawia się publicznie podejrzenie o zamachu, złożenie wniosku do prokuratury z art.240 kk powinno być tego logiczną konsekwencją. Inaczej wisi w powietrzu zarzut „grzechu zaniechania“. (definicje w tresci art. 240 § 1 kk w przypisie)

 Tym bardziej Zespół nie może domagać się powołania żadnych komisji międzynarodowych. Pan Antoni Macierewicz, mimo  przypisywanej mu charyzmy, nie może przecież udać się do obecnego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego i poprosić go, aby za plecami Tuska i Putina takąż komisję powołał i mianował do niej określone osoby, które tylko na to czekają przebierając niecierpliwie nóżkami... Nie chcę tu puszczać wodzów literackiej fantazji i obmyślać, co miałaby taka międzynarodowa komisja badać? Pancerną brzozę na Sewernym? 
Tzn. ściśle mówiąc, pan Macierewicz może to zrobić, jeśli będzie miał taki kaprys, może pójść lub napisać do pana Schulza, tylko że pan Martin Schulz, mimo całej sympatii do charyzmatycznego posła niechybnie poradzi mu w pisemnej odpowiedzi między wierszami, żeby udał się najpierw po atest np. do Instytutu Psychiatrii na Sobieskiego ….
Pan Przewodniczący Zespołu Parlamentarnego obiecując swoim zachwyconym słuchaczom tournee po UE z wielkim finałem w Brukseli musi jednoczesnie ukrywać bolesny fakt, że prawnie nic się już nie da wygrać. I że on, obojetnie jaką sobie przypisze role, czy  jako poseł, czy jako przewodniczący tak ważkiego „zespołu“ nie ma żadnego prawa do występowania do jakichkolwiek zagranicznych instytucji. I to nawet w przypadku, gdyby się z jakąś taką instytucją całkiem poważnie i terminowo pisemnie umówił, zamiast zawadiackiego wydzwaniania znienacka dzień wcześniej, jak to miało miejsce z senatorem Kingiem  w listopadzie 2010 w Waszyngtonie.
Przy tym pozostaje nieprzeniknioną zagadką, dlaczego na czele Zespołu Parlamentarnego stanął sporny i konfliktowy polityk - Antoni Macierewicz (czy nie występuje tu klasyczny konflikt interesów? AM jako świadek i jako szef zespołu parlamentarego?), a nie np. Zbigniew Romaszewski, z doświadczenia i cech charakteru bardziej predystynowany do odegrania takiej roli. Być może dzięki jego kandydaturze byłaby szansa choćby w obecnej kadencji na utworzenie regularnej Komisji Parlamentarnej. Tymczasem przesuwając go nieoczekiwanie do innego niż dotąd  okręgu wyborczego Jarosław Kaczyński zmarnował szanse Romaszewskiego na mandat senatora.
 Jacy ludzie stanowią Zespół Parlamentarny? Oficjalna lista nazwisk jest długa, ale kto, oprócz hiperaktywnego Antoniego Macierewicza faktycznie w nim pracuje? Na moje pytanie o to skierowane publicznie do samego Przewodniczącego w maju ub. roku usłyszałam w odpowiedzi, że jest to...tajemnica. Ciekawe, tajemniczy zespół w sejmie....Jednak mimo to pan Przewodniczący postanowił łaskawie rąbka tej tajemnicy przede mną i innymi zgromadzonymi na spotkaniu w Berlinie uchylić. Usłyszeliśmy zatem, że Zespół na codzień, to kilkanaście osób pracujacych nieodpłatnie po kilka godzin w tygodniu, bo do przeanalizowania są przecież...“dziesiątki tysięcy zdjęć“.  Czyli byłoby to z grubsza licząc kilkadziesiąt roboczogodzin w tygodniu, definitywnie ponad sto w miesiącu, mnożąc przez liczbę 17 miesięcy czyniłoby to co najmniej 1700-2000 roboczogodzin.
Co osiągnięto przez ten czas? Bo rozumiem, że prof. Binienda angażował swoje własne amerykańskie  roboczogodziny.  Podobnie dr. Nowaczyk. Czy znaleziono wśród „dziesiątków tysięcy“ (kto i kiedy je na miejscu wypadku zrobił? Czy nie pracownik rosyjskich służb Amielin?) choćby ślad kokpitu? Choćby jedno ciało? Co poza tym zdziałał Zespół?
Otóż starczy do wymienienia tych dokonań palców jednej ręki: była to początkowa seria tzw. „wysłuchań“ przed Zespołem Parlamentarnym, z których część została spisana, uzupełniona ostatnio wystąpieniem dwóch byłych oficerów BOR, dwa tzw. „telemosty“ z prof. Biniendą i dr.Nowaczykiem oraz niedawna prezentacja subaktywnej „gry komputerowej“ dla początkujących pt. „Rekonstrukcja wraku“. Wszystko to niestety, z wyjątkiem może drugorzędnych dla sprawy samej Tragedii badań prof. Biniendy,  pozbawione większych wartości poznawczych dla samego śledztwa.
 Najważniejszą z punktu widzenia śledztwa musiałaby być kwestia punktu wyjściowego , tzn. nie tylko lotniska Okęcie, lecz i drogi do niego uczestników Delegacji, następnie całej trasy lotu oraz tego, jak i gdzie osoby uznane za ofiary zginęły. Tymczasem właśnie tymi kwestiami Zespół Parlamentarny nie zajął się wcale.
 Zadziwiająca jest, co zresztą kilkakrotnie podnosili już dziennikarze, jak np. Łukasz Warzecha w Rzepie juz w r.2010 czy  blogerzy, jak np. Atem albo Rexturbo, niekompetencja Zespołu, a co za tym idzie- niedyskontowanie skromnych, lecz dostepnych, możliwości zbliżenia się do Prawdy o 10 Kwietnia. Sam pan Macierewicz lub pani poseł Kruk to niewątpliwie nieprzeciętnie inteligentne i utalentowane osoby, ale przecież nie mają umiejętności i wiedzy prokuratorów lub fachowców branży lotniczej czy... medycznej (np. na jakiej podstawie i w oparciu o jakie symptomy min. Jacek Sasin ustalił  i to jeszcze na długo przed znalezieiem ciał Pary Prezydenckiej, że oboje nie żyją?- o to pana Sasina nawet nie spytano)
 Najważniejszym dowodem rzeczowym w "sprawie" powinien być  kokpit i ciała ofiar. Każdy  "karnista" - medyk sądowy i biegły z zakresu awioniki i wyposażenia samolotu - urzadzeń rejestrujacych mechanicznie ostatnie chwile lotu i moment wypadku, przyzna,  że "zegary" w kokpicie rejestrują w chwili wypadku podstawowe dane, pozwalające ocenić przyczyny i przebieg zdarzenia. Zatrzymane w czasie "dane" są technicznym obrazem przebiegu zdarzenia w ostanich sekundach katastrofy. W przeciwieństwie do tzw. "skrzynek" czarnych, czerwonych, albo żółtych, nie mogą być sfałszowane. Mogą zostać tylko zniszczone, np. przez usunięcie, ukrycie, bądź w końcu fizyczne zniszczenie kokpitu. Tymczasem rzekomo znalezione przez Rosjan urządzenia pokładowe FMS i TAWS rzekomo mające pochodzić z tego właśnie samolotu były w opowieściach pana Przewodniczącego, które snuje publicznie do dziś. Miały być BADANE przze amerykańskich ekspertów w Redmond. Jak z tym naprawdę było pisałam dwa razy(nie było żadnych amerykażskich ekspertyz!) i pan Przewodniczący z zaciśniętymi zębami musiał mi przyznać rację.

Właściwie zabezpieczone po zajściu zdarzenia ciała ofiar są fundamentalnym źródłem wiedzy o przebiegu zdarzenia i przyczynach śmierci ofiar. A przecież o LUDZI nam chodzi, a nie o to, jak i gdzie rzekomo odpadło skrzydło czy na jakiej wysokości nastąpiło „zamrożenie komputera“.

Indywidualny i niepowtarzalny kokpit samolotu Tu154-101  i znajdujące się w nim, lub w jego pobliżu, ciała ofiar, musiałyby stanowić właśnie takie źrodła dowodowe. Jeżeli ich w tym wypadku nie zabezpieczono i nie pozwolono na ekshumacje i weryfikację, ani się ich nawet publicznie nie domagano,  to powinno zmusić osoby występujące w "sprawie", deklarujące publicznie swoje oburzenie i świętą wolę powoływania kolejnych komisji, by przyjrzały się uważnie swojemu odbiciu w lustrze.
 Zdumiewają zaniechania i uniki Zespołu Parlamentarnego i jego Przewodniczącego  i do ich przykrycia nie wystarczą talenty wędrownego kaznodziei czy szarm  przesympatycznego teścia. Jednak zastanawia mnie szczególnie palący problem, jaki pan Przewodniczący ma osobiście nie z prokuratorami, nie z Tuskiem czy Komorowskim, lecz z  anonimowymi (lub występującymi pod własnym imieniem i nazwiskiem- jak w moim przypadku) ludźmi z wielu krajów i kontynentów, którzy nie znając się przedtem, zjednoczyli się od prawie dwóch lat w nieustępliwym dążeniu do poznania Prawdy  o  tragedii 10 Kwietnia, czyli o tym, jak i gdzie  oraz dlaczego zginęła  nasza Delegacja.  Upór, z jakim Antoni Macierewicz w wielu publicznych wystąpieniach usiłuje zdyskredytować nasze wysiłki nazywając nas głośno wręcz AGENTAMI wskazuje  co najmniej na daleko posuniętą manię prześladowczą -  podobno chorobę zawodową byłych ministrów spraw wewnętrznych. Jednak choroba ta  u innych znanych mi polskich i zagranicznych ministrów MSW nigdy nie wiodła aż poza granicę śmieszności.  Należy   wyciągnąć z tego pilny wniosek zanim PiS zgłosi w przyszłości swoje kandydatury na Prezydenta RP.  Generalny obowiązek fachowych badań dla wszystkich osób podejmujących się funkcji publicznych byłby krokiem wstępnym i z niewątpliwą korzyścią dla Polski.  
Gdyby jednak było pewne, że pan Antoni Macierewicz publicznie używa w stosunku do całej grupy osób, w tym mnie, tego deprecjonującego określenia świadomie i w całej przytomności umysłu, dyskwalifikuje go to w moich oczach i w oczach wielu innych osób nie tylko jako polityka i posła, ale i jako człowieka. Cieszy się on co prawda  immunitetem, jednak  dla mnie utracił on tzw. zdolność honorową. 
Jest niewątpliwie ciosem dla wszystkich wyborców poruszonych Tragedią 10 Kwietnia, że Zespół Parlamentarny nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Mało tego, jest to cios o wymiarze historycznym. Zmarnowano jedyną szansę na kalekie co prawda, ale wyjaśnienie czegokolwiek w tym bezprecedensowym Zdarzeniu. Odbija się to czkawką już teraz, a znajdzie swoje fatalne odbicie w politycznym znaczeniu Polski i postrzeganiu Polaków na arenie międzynarodowej. Miało być przyzwoicie, a wyszło jak zwykle.
 My, niestety, mimo upływu prawie dwóch lat nadal nie wiemy, gdzie, o której godzinie i jak zginęła nasza Delegacja. I czy w ogóle opuściła granice Polski. W wielu z nas zostanie na zawsze niezabliźniona rana.

________________________
Przypis:

art. 240 kk
§ 1. Kto, mając wiarygodną wiadomość o karalnym przygotowaniu albo usiłowaniu lub dokonaniu czynu zabronionego określonego w art. 118, 127, 128, 130, 134, 140, 148, 163, 166, 189 lub 252, nie zawiadamia niezwłocznie organu powołanego do ścigania przestępstw, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Smoleński FMS? Amerykanie nie robili żadnych ekspertyz!


Czy trzeba być aż matematykiem albo fizykiem, aby pojąć, że wychodząc z fałszywych danych nie można dojść do prawdziwego wyniku? Czy gospodyni domowa by upiec ciasto, doda do maki zepsute jajko? Czy kierowca, aby dojechac do celu, wleje do baku samochodu trefne paliwo?No, ale "amerykański fizyk" potrafi. 

W rozmowie Piotra Falkowskiego z  dr Kazimierzem Nowaczykiem w dzisiejszym wydaniu "ND" bez zaskoczenia przeczytałam po raz kolejny stwierdzenie pana Nowaczyka, że: "
"podjąłem pierwszą próbę naukowej analizy, przyjmując jako punkt wyjścia dane odczytane przez ekspertów firmy Universal Avionics, producenta urządzeń TAWS (system wczesnego ostrzegania przed zderzeniem z ziemią) i FMS (komputerowy system sterowania lotem). "

Niestety, pan Nowaczyk  od kilkunastu miesięcy wprowadza w błąd opinię publiczną utrzymując, że eksperci w Redmond/USA odczytywali jakiekolwiek dane z dostarczonego im przez rosyjski MAK komputera pokładowego TAWS,  który miał rzekomo należeć do wyposażenia Tu154 M-101nr seryjny 90A837, jaki rzekomo rozbił się na lotnisku Sewernym. Pisałam już o tym tutaj:
 
oraz otrzymałam na to list od p. Antoniego Macierewicza, który przyznał mi rację (link niżej)

Tymczasem, ujmując to najkrócej w punktach, fakty są następujące: 
  1. Amerykańska NTSB (National Transportation Safety Board) nie wykonywała żadnych badań, bo nie ma takiego prawa.Badania wykonywał MAK,wszystkie od A do Z.
  2. MAK zwrócił się o pomoc prawną do strony konwencji ICAO (International Civil Aviation Organization)- NTSB w badaniu skrzynki FMS i TAWS wyprodukowanej przez firmę amerykańską, czyli z jurysdykcji NTSB 
  3. NTSB w ramach pomocy przekazał materiały do Redmond, a otrzymane wyniki przekazał do MAK. Fachowcy w Redmond odczytali zamówione wybrane dane i zwizualizowali je na papierze. Nic ponadto. Nie wypowiadali się na tematy wiarygodności lub integralności tych danych, bo nie byli o to pytani.
  4. MAK na mocy konwencji ICAO przekazał swój raport ze śledztwaz odczytami z Redmond do publikacji w NTSB.
  5. NTSB opublikowała raport MAK z zaznaczeniem autorstwa MAK. (Notabene: Widnieje tam do dziś godzina zdarzenia 8.56!)
  6. NTSB i w ogóle Amerykanie nie mogli i nie wykonali niczego w tej sprawie, poza rolą skrzynki pocztowej, zatem nie mogli nic z własnej inicjatywy badać,ogłaszać, publikować, ponad to, co zostało zlecone przez Rosjan. Nie są oni bowiem prawnie zainteresowaną stroną w tej sprawie. Wszystko, co mogli, to spełnić czyjeś prośby na mocy umówmiędzynarodowych.
  7.  Redmond  wykonało zlecone przez NTSB odczytanie danych ze skrzynek otrzymanych z Moskwy w zakresie wskazanym przez Moskwę. Nie musieli wykonać tego na zlecenie MAK wprost, natomiast a na polecenie NTSBmusieli wykonać to,o co poproszono i w ścisłym zakresie tylko to, o co poproszono (patrz link- klik).Taki mówi konwencja o współpracy. 

Czyli powtórzmy jeszcze raz: 
NTSB poleca odczytać skrzynki i dokonać ich zapisu na osi czasu z wizualizacją w postaci wykresu i zrzutem danych w np. .xls (Excel) I to Redmond wykonuje. Nic ponadto.Nie może wyrażać opinii o prawidłowości danych, albo o stanie skrzynki, jeśli nie jest o to proszona. MAK mógł wysłać rozbebeszone pudełko z podmienionymi częściami i poprosić o odczyt. Redmond wykonuje. I koniec! Choć byłoby nawet oczywiste, że to fałszerstwo, nie mogą nic o tym mówić, bo o to nie pyta urząd NTSB. To jest jasne jak słońce dla każdego, kto jest obeznany z procedurami administracyjnymi dobrze funkcjonujących organizacji.
Według prawa międzynarodowego stronami do tego zdarzenia są rządy PL i RU, które na mocy umowy Tuska z Putinem przekazały do badania MAK okolicznosci katastrofy. To umocowanie jest jasno przez MAK wykazane i opublikowane na stronie NTSB - proszę sprawdzić.  Stronami są rządy PL i RU. Zresztą to oczywiste, bo mówi o tym prawo międzynarodowe, prawo lotnicze, konwencja chicagowska i konwencja ICAO. Wszystkie zgodnie stwierdzają, że samoloty państwowe (state aviation) należą do wyłącznej kompetencji właściwych rządów - właściciela samolotu i terenu zdarzenia.Jeślina przykład włoski samolot rozbije się w Boliwii -są to rządy Włoch i Boliwii, jeśli francuski boeing na międzynarodowym Atlantyku - wyłącznie rząd Francji.

Podsumowując: NTSB i Redmond tak naprawdę niczego nie badały, tylko w Redmond odczytano to, co im Moskwa przysłała. I tylko tyle, bo tyle im kazano, ani linijki więcej (choć mieli na to ochotę powiadamiając o duzej ilości danych- cyt.:“Duża ilość surowych danych. Możemy przedstawić inne parametry w postaci czytelnej, jesli będzie potrzebne w śledztwie“),a z własnej inicjatywy nic robić nie mogą. Oczywiście, bez wątpienia wiedzą o wszystkim, co się wydarzyło, ale wiedza jest rzeczą zbyt cenną, by się nią niepotrzebnie chwalić.Ergo- pan Nowaczyk analizował dane rosyjskie z komputera, który WEDŁUG Rosjan należał do rozbitego w dn.Tu154M-101. Niestety, nie mamy do dziś dowodu na żadne z twierdzeń Rosjan. Także na to, że złom na lotnisku Sewerny faktycznie należy do naszego Tu154M. Tym samym szermowanie jakimikolwiek "odczytami" danych wprowadzonych przez Rosjan do komputera TAWS jest nie tylko buńczuczną żenadą, ale i czystą, podręcznikową dezinformacją. Przyznał mi co do tego rację także przewodniczący Zespołu Parlamentarnego, poseł Antoni Macierewicz pisząc (list opublikował na portalu "Wpolityce.pl") już w drugim zdaniu:„przeczytałem Pani wpis z 5 01 '12 dotyczący odczytu systemu TAWS oraz FMS.W pełni zgadzam się z tą rekonstrukcją wydarzeń dotyczących odczytu, jaką pani przedstawiła.“
 Powtórzmy jeszcze raz: wszystkie informacje o Smoleńsku w amerykańskiej NTSB pochodzą od MAK (i jest to w raporcie czytelnie zaznaczone). Dlatego wielomiesięczna akcja propagandowa pana Nowaczyka i pana Antoniego Macierewicza wokół "badań amerykańskich" jest dezinformacją w czystej postaci. Dezinformacje  te powtórzone zostały przez  obu panów podczas ich ostatniego tournee po Kanadzie już po mojej publikacji i publicznym przyznaniu mi racji przez przewodniczącego Zespołu Parlamentarnego. Przykro  mi to stwierdzić, tym bardziej, że cel tych dezinformacji pozostaje dla mnie zakryty.  Zależy mi jednak na tym, aby ceniony przez mnie "ND", który z pomocą m.in. red. Falkowskiego tak wiele zrobił dla ustalenia wielu faktów dotyczących tej tragedii narodowej powstrzymał się od powtarzania dezinformacji i aby sam red. Falkowski zrozumiał, na czym ta dezinformacja polega.
Perfekcyjna dezinformacja polega na tym, że ubrana jest w prawdziwą otoczkę, dlatego nie mam zastrzeń do innych treści podanych w wywiadzie. Jednak sprawa "amerykańskich ekspertów", którzy coś niby mieli zrobić, jest jądrem tego wywiadu i na tym jądrze bazuje od miesięcy Zespół Parlamentarny.  W Polsce pokutuje mit "amerykańskości" czyli "lepszości" i jest on tutaj bezceremonialnie wykorzystywany.
Na koniec jeszcze raz: ani pan dr. Nowaczyk, ani amerykański  NTSB nie zrobił nic w sprawie przybliżenia nas do Prawdy, co więcej - nic zrobić nie może, a gen. Anodina to sprawnie wykorzystała. Pomimo „świetnej współpracy“ z Rosjanami i "amerykańskimi ekspertami" nadal nawet nie wiemy, o której godzinie wydarzyła się "katastrofa",  ani -dlaczego, ani- gdzie. Ani tym bardziej- czy w ogóle. Nie mamy dotąd żadnych dowodów.  Nasze jedyne dowody znajdują się w zalutowanych trumnach pod ziemią i w tym wypadku Zespół Parlamentarny nigdy nie wspomniał publicznie ustami swego przewodniczącego o konieczności dokonania ekshumacji w celu ustalenia jak, kiedy i gdzie zginęli. W ten sposob "katastrofa na Sewernym" blisko dwa lata później pozostaje nadal faktem medialnym z prawdziwymi ofiarami. 
 Ze strony NTSB:
ev_id=20100429X00503&ntsbno=ENG10RA025&akey=1%20ENG10RA025
 _
dodatkowo:

 Linki do dlugo oczekiwanej, naprawde znakomitej ksiazki Free Your Mind opisujacej obywatelskie sledztwo smoelnskie
(to pierwsza czesc, 166 stron, niebawem za kilka-kilkanascie godzin bedzie druga)
a tutaj  





Powtórka-Wiśniewski przekonał Macierewicza. Ekshumacje?


Napisałam poniższy felieton przed rokiem, 26 lutego, dziś ponawiam, bo niewiele stracił on na aktualności, chociaż, jak się okazało, Antoni Macierewicz do niczego nie dał się przekonać z wyjątkiem oficjalnej, polsko-ruskiej dezy (czyli dezinformacji o wypadku na Sewernym). Tyle straconego czasu...Czy nie o to chodziło?

______________________

Siedząc przed komputerem wieleset kilometrów od Warszawy patrzę na ich twarze i serce mi drętwieje. Mimo dziesięciu miesięcy wciąż leżą na nich Cień Bólu i Cień Prawdy. To widać nawet na moim małym ekranie, że te twarze Wiedzą. Tak, one wiedzą, nawet, jeśli któraś głowa jeszcze się przed tym broni. Serca są bowiem mądrzejsze, niż głowy. 



Słyszę ich spokojne, stonowane głosy. Chcą być racjonalni. Ale przecież to jest gwałt na duszy, żeby w tak potwornie nieracjonalnej sytuacji zdobywać się na racjonalność.
Mgła? Była? Gęsta? Nic nie było widać? Kamera? Dlaczego akurat w tym momencie wyłączona? Karetki niepotrzebne? Wszyscy zginęli?
Objaśnienia i usprawiedliwienia tego małego człowieczka zaplątanego nagle w sznur Wielkiej Historii, montażysty, który nagle ma być Wielkim Reżyserem brzmią jak smutna farsa. Bo każda farsa jest smutna. Jak każde kłamstwo, które zakłada, że okłamywany jest o wiele głupszy od kłamcy. I właśnie to jest upokarzające. Bo okłamywany nie jest głupszy. A że niektórzy ludzie chcą być okłamywani? Niektórzy. Tylko niektórzy. Ale nie oni.

Patrzę na ekranie mojego komputera na te twarze. Niektóre są wciąż otępiałe z bólu. Nie chcą, nie mogą już niczego rozumieć, bo to wszystko jest nie do pojęcia.
Nawet Antoni Macierewicz, zazwyczaj niezwykle powściągliwy w wyciąganiu wniosków z oczywistych faktów tym razem nie może ukryć zdumienia i zaniepokojenia opowieścią montażysty Sławomira Wiśniewskiego. Wygląda na to, że tamten mimo woli go przekonał.

A więc wiemy już, że TAM nie zginęli. Nie wiemy, gdzie zginęli i nie wiemy, JAK zginęli.
O to JAK pytała córka ś.p. Janusza Kochanowskiego w Brukseli. Pytała premiera także żona pana Kochanowskiego, czy ma prawo wiedzieć, JAK zginął jej mąż? Premier nie przyznał jej prawa do odpowiedzi na to jej JAK. Premier się oburzył. Ach, jak wygodnie! Można się oburzyć i sprawa załatwiona. Jak śmiała pytać!

Otóż według PRAW LUDZKICH, PRAW MORALNYCH, PRAW CHRZESCIJANSKICH, PRAW MUZULMANSKICH, PRAW ZYDOWSKICH – słowem WSZELKICH PRAW pani Kochanowska MA PRAWO wiedzieć, JAK zginął jej mąż. Pani Gosiewska także. I pani Kurtyka i rodzina Wassermanów, rodzice Justyny Moniuszko, rodzice kapitana Protasiuka i pan Melak ma prawo wiedzieć, jak zginął jego brat. I ani premier Tusk, ani prokurator Seremet nie mogą w tym względzie ustanawiać nowych praw! Ponad prawa ludzkie?! Ponad prawa moralne, ponad prawa chrześcijańskie?! Ci ludzie nie posiadają takich pełnomocnictw!

My, którzy jeszcze żyjemy, mamy prawo i obowiązek dowieść i powiedzieć światu, jak zginęła 10 kwietnia elita naszego narodu. Mamy święty obowiązek ustalić i ogłosić PRAWDE!
Dlatego konieczne są ekshumacje, aby badania patomorfologiczne odpowiedziały na palące pytania- JAK i GDZIE zginęła delegacja naszego narodu z Prezydentem Lechem Kaczyńskim.
Nie wolno zwlekać! Trzeba z największym pietyzmem ustalić, czy w trumnach znajdują się doczesne resztki naszych najbliższych? Co, jaka siła, jaka chemia, jaka zbrodnia zmiotła ich z tego świata? Należy wziąć próbki, a resztę zwrócić jak najszybciej Ziemi.

Do tego celu służy wiele urządzeń i trzeba wielkich umiejętności. Czy umiejętności te zapewnią nam polscy patomorfolodzy, czy też lepiej, aby badania zlecić za granicą – to sprawa osobnej decyzji, która musi być podjęta wspólnie przez prokuraturę i Rodziny Ofiar. Przede wszystkim jednak konieczna jest determinacja krewnych Smoleńskich Ofiar. Tylko ich żądanie ekshumacji może zmusić Prokuraturę, która – jak łatwo zauważyć - wykonuje niestety chyba jedynie rosyjskie polecenia, do jednorazowego aktu sprawiedliwości na rzecz naszej, polskiej racji stanu.
Smoleńskie groby chcą i muszą przemówić!