12.09.2011

11 Września/10 Kwietnia - oszołomy domagają się Prawdy


 Dziesiąta rocznica wydarzeń określanych jako 11 Września jest w USA znakomitą okazją dla Prezydenta i jego najbliższego dworu do wykonania paru zdawkowych, ale za to medialnie ważnych gestów- msza, złożenie kwiatów, chwytający za serca niezadługi speech, parę orderów i uściski rąk.



Podobnie większe państwa Europy, i nie tylko Europy, wykorzystują ten dzień jako okazję do spektakularnie medialnego „zaciśnięcia solidarnych więzi” z USA. Telewizje pokazują dawne straszliwe zdjęcia, na których samoloty wbijają się w stal i szkło jak nóż w tort urodzinowy, wciąż i wciąż walą się wieże, płonie Pentagon i czarno zieje krater pod Shanksville, ludzie histerycznie płaczą, a nad Manhattanem unosi się wielka biała chmura kurzu. O, pardon! Chmury kurzu już nie pokazują, bo to mogłoby oznaczać kolejne pytania i kolejne procesy o utratę zdrowia wskutek raka płuc (ach, ten azbest).

Tylko cichcem, bez żadnych anonsów bladym świtem zobaczyć można było w niemieckiej telewizji krytyczny film dokumentalny.
No i jest ta książka, której nikt nie reklamuje, a wszyscy znają – książka Gerharda Wisnewskiego „Operacja 911”.
Gerhard Wisnewski jako jedyny specjalista od terroryzmu w kilka dni po 10 kwietnia stwierdził niepytany, że nie było tam żadnej katastrofy, że jest to marna inscenizacja i tani teatr.

Jego książka „Operacja 911” była w 2003 roku jedną z pierwszych na świecie krytycznych prac o zamachach z 11 Września. A przede wszystkim było to pierwsze opracowanie, które ze śledczą dokładnością badało wszystkie okoliczności i nie cofało się przed kwestiami technicznymi. Książka Gerharda Wiśnewskiego wypełniała i do dziś wypełnia lukę na rynku wydawniczym dotyczącym tego zagadnienia pod kątem systematycznego, prawdziwieprofesjonalnego śledztwa i ujawnia to, czego dokładnie chciano uniknąć poprzez zakrojone na międzynarodwą skalę akcje psychologiczne i propagandowe.
Jak pamiętamy, w niezliczonych artykułach i programach telewizji jak świat długi i szeroki wyświetlano w kółko te same przerażające obrazy, a komentatorzy wszelkiej maści prześcigali się w emocjonalnych opisach. Dzięki temu nie tylko przez miesiące, ale przez całe lata nie było żadnej racjonalnej dyskusji w mediach amerykańskich i światowych na temat zaistniałych wydarzeń, a tzw. opinia publiczna uważała za „prawdziwy” oficjalnie przedstawiany opis wydarzeń w istocie nie wiedząc, czy one w ogóle miały miejsce.
Praktycznie przez pierwsze dwa lata sceptycy krytycznie podchodzący do „prawdy oficjalnej” byli zdane wyłącznie na siebie i własny zdrowy rozsądek. Nie odzywali się ani słowem piloci, architekci, fachowcy inżynierowie od demolicji i wszelkich wyburzeń, jak i budowlańcy i wszelcy inni eksperci. Dosłownie nikt spośród tych grup nie powiedział publicznie ani jednego krytycznego słowa na temat bajki 11 Września opowiadanej przez oficjalne media i polityków. Sceptycy zostali uznani – użyjmy tu modnego w Polsce słowa za „oszołomów” i byli wyśmiewani i obrażani przy każdej okazji.
Z czasem sytuacja zmieniła się diametralnie. W Stanach Zjednoczonych powstały duże organizacje ekspertów straży pożarnej, lekarzy, architektów, inżynierów i naukowców, jak np. „Scholars for 9/11 Truth“ (Naukowcy dla prawdy o 11.9.), rozwinęła się współpraca naukowców wszelkich uzupełniających się dziedzin. Współpracownikiem tych gremiów jest także Gerhard Wisnewski. Powstało nawet specjalne stowarzyszenie pilotów pn. „ Pilots for 9/11 Truth“ (Piloci dla Prawdy o 11.9.) z wieloma znaczącymi nazwiskami.
O tym wszystkim milczą media nie tylko w Polsce.
Dopiero kilka lat po feralnej dacie powstał pełnometrażowy film „Loose Change”zrealizowany amatorskimi siłami, film, który ze względu na postawienie kilkudziesięciu istotych pytań do dziś robi furorę w internecie. Nowszym filmem jest 1,5 godzinny "9/11 Mysteries" (także na YouTube-tutaj)  Dzisiaj jeszcze, pomimo że drażliwe kwestie i pytania stawiane są bardzo głośno, szef każdej nieomal stacji telewizyjnej czy radiowej stanie na głowie, zanim dopuści je do ujawnienia opinii publicznej.
Pomimo upływu dziesięciu lat od tych wydarzeń nikt tak naprawdę z wyprostowanym kręgosłupem nie stanął przed kamerami, by patrząc prosto w oczy amerykańskiej i światowej widowni zapytać głośno i wyraźnie rząd USA:
Co się właściwie stało, a co się w ogóle nie wydarzyło 11 września 2011 r. w Nowym Jorku i Waszyngtonie?
I jak w ogóle było możliwe uderzenie samolotów w dwie wieże na Manhattanie, skoro zawodowi piloci kompletnie wykluczają taką możliwość z powodów czysto aerodynamicznych?
Jak mogły zapaść się dwie tak stabilne wieże, że aż doszło do stopienia i sproszkowania konstrukcji żelbetowych?
Czy to prawda, że były to mikrobomby atomowe czy jakieś nieznane dotąd źródła energii zamieniającej się w drgania (Tesla pozdrawia?).
Jak mógł się zapaść godziny po „ataku” budynek zwany House 7 ?
Kto i czym uderzył rzekomo w Pentagon? Jakie możliwości kreacji medialnej daje program Virtual Creation?
Co to za „maskirowka” miała miejsce w Shanksville?
I jeżeli tego „ataku na imperium” nie spowodowała rzekoma garstka fanatycznych Arabów, zdalnie kierowana z afgańskiej pieczary przez saudyjskiego inżyniera, przyjaciela domu Bushów, to kto to wszystko zaplanował i przeprowadził?
I w jakim celu?
Gerhard Wisnewski zaktualizował swoje wydanie książki Operacja 9/11 i niedawno ukazało się po niemiecku i angielsku jej nowe wydanie. W Polsce czeka ona na swojego wydawcę. Polakom z prawa i lewa nie pasują ustalenia śledztwa obywatelskiego Amerykanów. Urzędowe wyjaśnienia całkowicie zaspokajają wątły polski głód prawdy. Tymczasem mogłoby się okazać, że podobieństw między tym, co wydarzyło się 11 września 2001 r. w Nowym Jorku i Shanksville , a tym, co wydarzyło się osiem i pół roku później, 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku jest więcej, aniżeli byśmy się spodziewali. 

Post Scriptum- na stronie www.911weknow.com znalazłam wymowną ankietę, którą wklejam poniżej bez tłumaczenia:

 Where are you in your thinking on 9/11?
9/11 was for money, oil and perpetual war.
10094 
29.4%
It was the work of the power elite and secret societies.
7748 
22.6%
Angry. We have to stop them!
2946 
8.6%
I know this is much bigger than 9/11 and our government.
2895 
8.4%
Serious questions. The science is the key.
2616 
7.6%
Uncertain. Taking an objective look.
1720 
5%
Convinced and confused. Who are THEY?
1446 
4.2%
The levels of control are dark and not of this earth.
1364 
4%
9/11 is a way to build a new world through cooperation, love and awareness.
1190 
3.5%
Scared. What are they going to do next?
1040 
3%
Foreigners who were not Arabs engineered this.
725 
2.1%
New. First time I've even thought about it.
494 
1.4%

9.09.2011

A.Seremet, Prok. Generalny - czy J.Sasin złamał Kodeks Karny?



Szanowny Pan
Prokurator Generalny
Andrzej Seremet
ul. Barska 28/30
02-315 Warszawa

faxem +4822 3189801
i listem poleconym

Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa
z art. 128 k.k.§ 1 i 2
z art. 231 §1 (nadużycie władzy)

Art. 128.
§ 1.Kto, w celu usunięcia przemocą konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej podejmuje działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas niekrótszy od lat 3.
§ 2. Kto czyni przygotowania do popełnienia przestępstwa określonego w § 1. podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
Art. 231
§ 1.
Funkcjonariusz publiczny, który przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
[kodeks karny, ustawa z 6 czerwca 1997 r.]

Niniejszym składam wniosek o sprawdzenie z urzędu czy w dniu 10 kwietnia w godzinach porannych w Smoleńsku nie doszło do popełnienia przestępstwa z art. 128 k.k.§ 1-2, Art. 231 § 1 lub innych art.KK. przez min. Jacka Sasina.

Do popełnienia czynu karalnego mogło dojść poprzez podanie do publicznej wiadomości komunikatu o śmierci Pary Prezydenckiej – Lecha i Marii Kaczyńskich wskutek rzekomego rozbicia się samolotu Tu-154M 101, nr seryjny 90A837.

Uzasadnienie

Minuty po pierwszych doniesieniach o rozbiciu się samolotu nr seryjny 90A837 minister Jacek Sasin przekazał do Polski oficjalną informację „Para Prezydencka nie żyje“. Agencja Informacyjna IAR o godz. 9:53 oraz inne podały jego słowa z powołaniem się na jego osobę.
Tym samym minister Jacek Sasin, wiceszef kancelarii Prezydenta RP swoimi słowami wspartymi autorytetem urzędnika państwowego i dotychczasową wiarygodnością zaufanego współpracownika ś.p. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego uruchomił cały szereg decyzji w Warszawie umożliwiając B.Komorowskiemu ogłoszenie się p.o. Prezydenta i tym samym niekonstytucyjne przejęcie władzy państwowej (odebranie pieczęci, kodów i kluczy Kancelarii Prezydenta z rąk min. Dudy).

Minister Sasin poświadczył krótko po godz.9.00 Polsce i światu, że „Para Prezydencka nie żyje“, tymczasem dopiero wiele godzin później zostało znalezione prawdopodobne ciało ś.p. Prezydenta, a dopiero w późnych godzinach wieczornych zostało ono zidentyfikowane przez brata, Jarosława Kaczyńskiego. Ciało ś.p. Marii Kaczyńskiej zostało znalezione dopiero kilkadziesiąt godzin później.

 Wyjaśnienia wymaga przede wszystkim:
1.) Kto i jak przekonał ministra Sasina do złożenia tak jednoznacznej deklaracji o śmierci Prezydenta RP i jego Małżonki?
2.) Jeśli był to on sam i bez pomocy osób drugich,  w szczególności niech wyjaśni:
  • gdzie
  • jak
  • na podstawie jakich symptomów medycznych
stwierdził on autorytatywnie zgon Pary Prezydenckiej.

Wnoszę o wyjaśnienie, na podstawie jakich niezbitych dowodów i na podstawie jakich prerogatyw, minister Jacek Sasin swoim oświadczeniem w Katyniu (Rosja) w dniu 10.04.2010 uruchomił ciąg decyzji w oczywisty sposób pozbawionych oparcia w Konstytucji Rzeczypospolitej.

Działania Jacka Sasina w dniu 10 kwietnia 2010 w Smoleńsku jawią się jako jaskrawe nadużycie władzy i wykorzystanie nieposiadanych prerogatyw w celach sprzecznych z Ustawą Zasadniczą, jak również nadużycie nieposiadanej wiedzy medycznej w odniesieniu do Głowy Państwa.

Z poważaniem
(odręczny podpis)


PS: Uprzejmie proszę o potwierdzenie wpływu mojego pisma z podaniem odpowiedniego numeru Dziennika Korespondencji. 



26.08.2011

Listy wyborcze PiS- skandal z Sasinem


Doniesienia prasowe potwierdzają, że Jacek Sasin został umieszczony na liście kandydatów PiS w zbliżających się wyborach do Sejmu na czwartym miejscu w Okręgu Podwarszawskim. Przed czterema laty listę PiS w tym okręgu otwierali Ludwik Dorn (1) i Mariusz Błaszczak (2).
Z tego okręgu wejdzie do Sejmu 11 posłów, zatem Jacek Sasin ma szansę zostania posłem.
 Kilka dni temu skierowałam faksem do Prezesa PiS , Jarosława Kaczyńskiego z kopią do Komitetu Wyborczego list, którego wpłynięcie nie zostało mi jeszcze potwierdzone.
Dlatego list ten upubliczniłam, ponieważ chodzi o polską rację stanu.
Prosze pana Tomasza Porębę o potwierdzenie otrzymania listu (do przeczytania tutaj) Zwracam w nim uwagę, że Jacek Sasin ZANIM zostanie posłem, a nawet zanim zostanie kandydatem, WINIEN WYJASNIC swoją rolę w dniu 10 kwietnia 2010 w Katyniu.
Minuty po pierwszych doniesieniach o rozbiciu się samolotu minister Sasin przekazał do Polski oficjalną informację „Para Prezydencka nie żyje“. Agencja Informacyjna IAR o godz. 9:53 oraz inne podały jego słowa z powołaniem się na jego osobę.
Tym samym minister Jacek Sasin, bliski współpracownik ś.p. Prezydenta RP, Lecha Kaczyńskiego swoimi słowami wspartymi swoim autorytetem urzędnika państwowego i dotychczasową wiarygodnością zaufanego współpracownika Lecha Kaczyńskiego uruchomił cały szereg decyzji w Warszawie umożliwiając B.Komorowskiemu ogłoszenie się p.o. Prezydenta; tym samym niekonstytucyjne przejęcie władzy państwowej (odebranie pieczęci, kodów i kluczy Kancelarii Prezydenta z rąk min. Dudy).

Minister Sasin poświadczył krótko po godz.9.00 Polsce i światu, że „Para Prezydencka nie żyje“, tymczasem dopiero wiele godzin później zostało znalezione ciało ś.p. Prezydenta, a dopiero w godzinach wieczornych zostało zidentyfikowane przez brata, Jarosława Kaczyńskiego. Ciało ś.p. Marii Kaczyńskiej zostało znalezione dopiero kilkadziesiąt godzin później.

Kto i jak przekonał ministra Sasina do złożenia tak stanowczej deklaracji o śmierci Prezydenta RP i jego Małżonki?
Jeśli był to on sam i bez pomocy osób drugich stwierdził zgon dwóch bliskich osób, niech powie o okolicznościach:
  • gdzie
  • jak
  • na podstawie jakich symptomów medycznych
stwierdził on autorytatwynie zgon Pary Prezydenckiej.

Dlatego ponownie apeluję do Prezesa PiS:

Uprzejmie proszę o poinformowanie wyborców PiS, na podstawie jakich niezbitych dowodów i na podstawie jakich prerogatyw, minister Jacek Sasin swoim oświadczeniem w Katyniu uruchomił ciąg decyzji w oczywisty sposób pozbawionych oparcia w Konstytucji Rzeczypospolitej.


W obecnej chwili działania Jacka Sasina w dniu 10 kwietnia 2010 w Smoleńsku jawią się jako jaskrawe nadużycie władzy i wykorzystanie nieposiadanych prerogatyw w celach sprzecznych z Ustawą Zasadniczą, jak również popisywanie się nieposiadaną wiedzą medyczną.
Uzurpator nie może reprezentować interesów narodu w parlamencie, ani zajmować stanowisk w służbie państwowej.
Twierdzę, że sprawę tę powinna zbadać prokuratura.

Jeżeli komisja kwalifikująca kandydatów PiS na listy wyborcze z Prezesem na czele nie ma żadnych wątpliwości co do działań ministra Sasina , domagam się, aby Pan Prezes upewnił nas- wyborców PiS co do całkowitego i jednoznacznego poparcia jakiego udziela Jackowi Sasinowi.


Pamiętamy o Ofiarach Katynia. Pamiętamy o Ofiarach Smoleńska.

24.08.2011

Do Prezesa PiS pana Jarosława Kaczyńskiego


                                                                                                              Warszawa, 23 sierpnia 2011
Fax nr.+48226216767

Szanowny Panie Prezesie,
w najbliższych dniach zostaną ogłoszone listy kandydatów Prawa i Sprawiedliwości do Sejmu i Senatu. Z Panem na czele znajdą się na nich osoby cieszące się autorytetem, obdarzone poczuciem odpowiedzialności za suwerenną Polskę i dobro jej obywateli. Na nich – jako wyborcy PiS liczymy i na nich będziemy głosować.
Mam jednak problem z osobą Jacka Sasina, ministra w Kancelarii Prezydenta RP, ś.p. Lecha Kaczyńskiego.
Minister Sasin był odpowiedzialny za organizację zakończonej tragicznie podróży do Katynia w dniu 10 kwietnia 2010 r.
Minister Jacek Sasin wywołał poczucie tragedii oświadczając w sobotę 10 kwietnia 2010 r. Informacyjnej Agencji Radiowej, że : „Para Prezydencka nie żyje“.
Godzina 9:53, kiedy IAR ogłosiła ten komunikat wyprzedza o wiele godzin fakt odnalezienia ciała ś.p. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jeszcze późniejszą, dokonaną przez Pana Jego identyfikację. Tym bardziej dramatyczna i niezrozumiała jest różnica wynosząca aż kilkudziesiąt godzin dzieląca ten komunikat od identyfikacji ciała towarzyszącej mężowi ś.p. Pani Prezydentowej, Marii Kaczyńskiej.
Jacek Sasin swoje oświadczenie wsparł autorytetem ministra Kancelarii Prezydenta RP oraz autorytetem zaufanego współpracownika Lecha Kaczyńskiego. Słowami tymi wywołał ciąg dalszych decyzji najwyższego szczebla sprzecznych z Konstytucją RP (Rozd.V, Art.131) , tzn.
a.) oświadczenie Marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego w telewizji
b.) objęcie obowiązków p.o. Prezydenta przez tegoż z odebraniem z rąk min. Andrzeja Dudy insygniów państwowych.

Uprzejmie proszę o poinformowanie wyborców PiS, na podstawie jakich niezbitych dowodów i na podstawie jakich prerogatyw, minister Jacek Sasin swoim oświadczeniem w Katyniu uruchomił ciąg decyzji w oczywisty sposób pozbawionych oparcia w Konstytucji Rzeczypospolitej.

Dopiero wtedy, gdy kwestia źródła informacji ministra Jacka Sasina w dniu 10 kwietnia o śmierci Pary Prezydenckiej zostanie jednoznacznie wyborcom PiS wyjaśniona, będziemy mogli oddać z czystym sumieniem nasze głosy na pana Jacka Sasina.

W przypadku braku spójnego wyjaśnienia rozważę doniesienie do Prokuratury RP w kwestii nadużycia władzy przez ministra Jacka Sasina w dniu 10 kwietnia 2010.
Pragnę Pana zapewnić, że kieruje mną wyłącznie troska o kandydatów Prawa i Sprawiedliwości. Sama jestem wyborcą PiS. W ub. roku podczas wyborów prezydenckich reprezentowałam Prawo i Sprawiedliwość w Komisji Wyborczej nr 125 w Berlinie.

Z poważaniem
Joanna M.Wiórkiewicz,
(adres do wyłącznej wiadomości)

8.08.2011

Zaczadzeni smoleńską mgłą

W szesnaście miesięcy po 10 Kwietnia 2010 „Katastrofa smoleńska “ to nadal fakt wyłącznie medialny. I to puchnący fakt medialny. Widać to na półkach księgarń oraz produkcji video-medialnych i wzroście nakładów niektórych gazet. Pomimo rozległych poszukiwań w wykonaniu redaktor Gargas („mój 4-letni wnusio widział!“), nie ma ani jednego świadka, który widział i słyszał spadający samolot Tu154M 101 na rubieżach lotniska Sewerny. Nikt inny świadków nawet nie szukał. Wiadomo przecież, że z oczywistych powodów takowych nie ma. Niestety.

Poza niewielką grupą zaangażowanych osób zbierających się na blogu Free Your Mind (tutajoraz dociekliwym i niecierpliwym polecam "ZESTAWIENIA")nikt inny nie wydaje się być bezpośrednio zainteresowany w wyjaśnieniu zdarzeń poczynając od co najmniej 7 kwietnia, odprawy na lotnisku, samego przelotu i zdarzeń prowadzących do katastrofy (włącznie z trajektorią lotu).

Gdyby wydarzyła się pospolita, schematyczna katastrofa w ruchu lotniczym, to wszystko z nią związane byłoby łatwe do opisania i objaśnienia. Ofiary zwykłych katastrof lotniczych — zdarzeń tak niesłychanie rzadkich, że aż relacjonowanych w głównych dziennikach telewizyjnych jako ewenement — odnoszą rany i uszkodzenia, które niekoniecznie są śmiertelne. Samoloty budowane są tak, by szansa na przeżycie upadku i następującą ewakuację była wysoka. Stąd spadanie z wysokości 5 piętra na miękką ziemię nie oznacza, że wszystkich pasażerów co do jednego spotkałaby natychmiastowa śmierć. W wypadkach porównywalnych z tym, który miał się wydarzyć na polance wśród krzaków porastających obrzeża smoleńskiego lotnisko Siewierny, należy się spodziewać że przeżyją wszyscy lub prawie wszyscy pasażerowie.
Pomimo upływu czasu i zaangażowania sił i środków dwóch głęboko zaprzyjaźnionych, demokratycznych (!) państw do tej pory nie wiemy, GDZIE, JAK i KIEDY zginęli członkowie polskiej Delegacji.
Ale Rosjanie podobno mają przeprowadzić u nas jakieś ekshumacje, więc zatrudnią fachowców i dokładnie nam tyle, ile należy powiedzą.


Firma marketingowa zatrudniona przez rosyjski MAK do napisania raportu nie miała łatwego zadania, bo skoro nie da się łatwo wytłumaczyć żonie, dlaczego jechało się dwa i pół dnia do Smoleńska, zamiast polecieć tam w ciągu godziny z Prezydentem i całą delegacją, to cóż dopiero wytłumaczyć światowej opinii publicznej, że było, jak nie było.
Ale Wania tłumaczyć potrafi. Poza tym światowa opinia publiczna jest głupsza od najgłupszej żony, więc nie trzeba się wysilać. A polska opinia publiczna jest podobno i tak dziesięć lat za Murzynami, więc null problemo.


Wysoka Komisja ministra Millera miała jeszcze trudniejsze zadanie. Należało o owym FAKCIE MEDIALNYM stworzyć „naukowy“ raport, lecz bez pomocy naukowych i bez preparatów. Raport, który miał być do tego w dużej mierze kompatybilny z „raportem“ MAKowskim, ale powinien posiadać także „plusy ujemne“ dla odróżnienia. No, a przede wszystkim nie mógł zaszkodzić bezpośrednim szkodnikom. To dopiero logiczna, ontologiczna i nade wszystko polityczna ekwilibrystyka. Pleć Pleciugo! Ale udało się. Konferencja się odbyła punktualnie, mikrofon podawano i odbierano sprawnie, salę opróżniono i zamknięto w przewidzianym czasie.
Można powiedzieć- rząd znowu zdał egzamin. Wszystkich członków komisji awansować i przedstawić do odznaczenia! I po skórzanej piłce od Płemieła!

Nie mam zatem – jako obywatel – powodów do narzekań. Medialnej piany nabito dosyć. Starczy na bezy dla każdego. Tym bardziej, że tego rządu nie uważam za własny, ba, nawet nie uważam za demokratycznie wybrany! Więc co mi za różnica, czy Komisja min.Millera była prawo- czy nieprawomocna? Oczywiście, że NIEPRAWOMOCNA! Co do tego wątpliwości nie mają także autorzy artykułu odnoszącego się do zaperezntowanych przez Millera & Co rewelacji – bardzo przeze mnie cenieni dziennikarze śledczy panowie Misiak i Wierzchołowski z Gazety Polskiej(patrz tutaj). Nie przeszkadza im to zaangażować swoje sprawne pióra do uwarygadniania tego nieprawomocnego guza na zdrowym ciele polskiej demokracji i w obszernym artykule zaciekle polemizują z produktem science-fiction spłodzonym w pocie czół przez Komisję Millera (czy nie lepiej by było iść w ślady Rosjan i zatrudnić do tego celu agencję marketingową?).
Reporterzy Misiak i Wierzchołowski piszą już na początku tak:
"Członek komisji, ppłk Robert Benedict, odpowiadając na pytanie dziennikarza „GP”, do końca bronił fałszywej tezy, że samolot aż do chwili uderzenia w ziemię był całkowicie sprawny. Gdy spytaliśmy, czy w takim razie myli się komisja MAK, która w raporcie stwierdziła, że główny komputer pokładowy przestał działać około 15 m nad ziemią, wówczas „niewidzialna ręka” wyłączyła mikrofon, a kierująca konferencją rzecznik ministra Millera, Małgorzata Woźniak, natychmiast przekazała głos dziennikarzowi w przeciwnej części sali."

Zawodowa solidarność nakazuje mi pełną empatię z panami Misiakiem i Wierzchołowskim. To przykre, kiedy człowiekowi wyłączają mikrofon. Zastanawia mnie tylko, czy rosyjski MAK potrzebuje Gazety Polskiej, żeby popularyzować w Polsce produkty swego marketingu? Czyżby byli aż tak przebiegli? I czy rząd Donalda Tuska nie chce tego samego? Czy ktoś tu widzi jakiś konflikt interesów? Co na to dziennikarze śledczy?


Dzisiaj zasłużony w „smoleńskim śledztwie“ Nasz Dziennik także przynosi obszerny artykuł na temat katastrofy :“ CO NIE GRA W RAPORCIE: Radiowysokościomierz nawigatora, wysokość zderzenia z brzozą, wysokość pasa“(tutaj)Oto próbka:
„Raport Jerzego Millera zawiera sprzeczne dane dotyczące wysokości radiowej samolotu Tu-154M, który rozbił się na Siewiernym. Chodzi o położenie maszyny w momencie zderzenia z brzozą, które miało spowodować utratę części lewego skrzydła. Tabela nr 1 załącznika 4 do polskiego raportu "Geometria zderzenia samolotu" wskazuje, że maszyna była przy drzewie na wysokości 6,2 metra. Tabela nr 2 określa z kolei tę samą wartość na 5,1 metra. Ale na tym nie koniec. Wysokość pasa startowego i przewyższenia terenu są inne niż ustalenia Rosjan. I trzecia bardzo ważna rzecz: w polskim raporcie wysokość z radiowysokościomierza odczytuje nawigator, podczas gdy takie urządzenie - wynika to z lektury samego raportu - mieli na pulpitach wyłącznie piloci.“

Noooo, baardzo ciekawe. Pod warunkiem, że żyjemy już w matriksie i że mamy zgłębiać hipotezy szermując innymi hipotezami bez żadnego, podkreślam- żadnego DOWODU. Talmudyczne rozdzielanie przysłowiowego włosa na czworo to dziecinna igraszka w porównaniu z tak rzetelnymi analizami. I jeszcze jakieś symulacje na obrazkach....! Pełna ciemnota w naukowym pazłotku!

  Już widzę, jak rzucają się na mnie z nożami sympatycy niewątpliwie sympatycznego i kompetentnego blogera KaNo, który na swoim blogu podaje argumenty do niepodważalnego (jak twierdzi min. Macierewicz) dowodu w postaci fragmentu zapisu odczytanego z pamięci komputera pokładowego FMS z rzekomego kokpitu rzekomego Tupolewa 154M-101 (tutaj)
No więc, jak można teraz wątpić w te 15 metrów, i że to nie brzoza? Wszyscy moi znajomi do tej pory myśleli, że brzoza. Pardon, minister Macierewicz doprecyzował – to było na siedemnastu metrach. Jak ktoś ma inaczej w notatkach, to radzę zrobić update.


  Niestety, mój paskudny głupiomądry rozum, który na niczym się nie zna i dlatego wciąż zadaje pytania, nie dawał mi spokoju. Jak się znalazł w U-eS-A komputer pokładowy z kokpitu samolotu Tu154M-1owego! A skąd mieli go Rosjanie, skoro kokpitu, w którym znajdował się ten komputer z pamięcią wielkości mniej więcej paczki papierosów w ogóle nie znaleziono na miejscu „katastrofy“? (Notabene: nie zrekonstruowano kadłuba samolotu, "nie znaleziono" ni foteli, ni paliwa, ani żadnych zwłok, z wyjątkiem ciała ś.p. Prezydenta Państwa Polskiego, o czym informował minister Sasin („Para Prezydencka nie żyje“) opinię publiczną w Polsce o godz. 9.14, tj. na osiem godzin przed oficjalnym ogłoszeniem przez władze RF faktu odnalezienia zwłok ś.p. Pana Prezydenta. )

No więc z jakiego cylindra wytrzasnęli Rosjanie ten komputer? Prawda, że to jest tzw. dobre pytanie?
I dlaczego Rosjanie przekazali ów maleńki, a jakże ważny komputer pokładowy, który był własnością Polski, Amerykanom dopiero dwa tygodnie później? I DLACZEGO przekazali go PRODUCENTOWI oraz swojemu własnemu KOOPERANTOWI, z którym łączą ich interesy,a nie np. konkurencyjnym w stosunku do firmy niezależnym ekspertom?

Czy to nie są dobre pytania? Nikt ich jednak Komisji Millera nie zadał, a szkoda. Przecież, gdyby Rosjanie chcieli cokolwiek wyjaśnić, to chyba nie przejmowaliby ani czarnych skrzynek, ani tym bardziej komputera?

Ponieważ na takich sprawach, jak pamięć twardego dysku znam się mało, albo prawie wcale, pozwoliłam sobie spytać szanowanego i szacownego blogera KaNo o to, czy możliwe jest przeprogramowanie pamięci RAM takiego dysku. Słowem- czy Rosjanie mogli wprowadzić wcześniej sobie odpowiadające dane. Pan KaNo. zostawił mi 1% szans á konto rosyjskich hackerów. Cytuję:

„Urządzenia TAWS i FMS są urządzeniami uniwersalnymi, instalowanymi w różnych modelach samolotów. Każde z nich musi być indywidualnie skonfigurowane zależnie od modelu samolotu. Każde z nich posiada swój własny certyfikat. Próba sfałszowania zapisów napotyka na ogromną przeszkodę - odczyt FMS. Jest to odczyt z zamrożonej, i potrzymywanej z niezależnego źródła zasilania, pamięci typu RAM. Każda przerwa w zasilaniu to utrata jej zawartości. Nie chcę się rozwodzić nad trudnościami związanymi z lokalizacją poszczególnych zapisów w pamięci RAM. Według mnie taka operacja jest niemożliwa (no może na 99% biorąc pod uwagę ponadludzkie zdolności rosyjskich hakerów:) „

No cóż, w swojej naiwności mam nie mniej respektu przed rosyjskimi hackerami, a w dodatku takimi, co pracują na państwowych etatach, aniżeli przed profesorami amerykańskich uniwersytetów. Dlatego skłonna jestem podejrzewać, że ów niepodważalny dowód jest dowodem jednak mocno podważalnym. Utwierdził mnie w tym niejeden fachowiec, w tym bloger ROM (czy RAM nie byłoby celniejszym nickiem?):

„...Zawartość pamięci RAM jest przechowywana jeszcze przez około 3 – 10 sekund od momentu odcięcia dopływu prądu – czas ten zazwyczaj wystarczy, aby komputer ponownie uruchomić, nie tracąc danych z pamięci RAM. Jeżeli nałożone na komputer hasło BIOS uniemożliwia uruchomienie komputera z zewnętrznego medium, naukowcy po prostu wymontowują kość pamięci RAM. W takiej sytuacji dziesięć sekund to mimo wszystko za mało. W celu wydłużenia czasu przechowywania danych kość pamięci zostaje schłodzona ogólnodostępnym sprayem ze sprężonym powietrzem. Przy minus 50 stopniach Celsjusza dane są zahibernowane i można je odczytywać jeszcze przez dziesięć minut… W przypadku ekstremalnej próby z ciekłym azotem (minus 196 stopni Celsjusza) zawartość pamięci RAM była dostępna nawet przez 60 minut...“
I tu link dla fachowców:

http://www.chip.pl/artykuly/archiwum/2008/5/wykradanie-hasla-z-pamieci-ram-szyfrowanie-nie-ma-sensu

Na koniec chciałabym zawołać: Panie Boże, chroń mnie od przyjaciół, bo z wrogami sama sobie poradzę! Oświadczam, że jeśli ktoś jeszcze z zaprzyjaźnionych mediów lub medialnych osobistości będzie mnie walił brzozową maczugą po głowie i wmawiał mi katastrofę na Sewernym, której TAM NIE BYŁO,podtykał mi przed oczy kolejne symulacje lub wręcz pukał się na moje pytania w czoło, rozpocznę obywatelskie śledztwo pod hasłem: CUI BONO? A to jest dobre pytanie.